Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Joe i Leonardo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Joe i Leonardo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 sierpnia 2015

Od Leonardo CD Joe

-Ja tak, oni niezbyt- uśmiechnąłem się.
Podszedłem do małego i pomogłem mu wstać, po czym poczochrałem go po głowie. Po wstaniu przytuliłem się do wilczka.
-No młody. Leć po ciuchy. Niedługo będziemy szli- poinformowałem brata.
-Cooo?- zrobił smutną minę- Miałem nadzieję, że jeszcze chwilę pobawię się z twoim kolegą, prawda?
-Joe skrzywił się lekko, gdy Sander na niego spojrzał, jednak po chwili przytaknął. 
-Spokojnie. Potem odwieziemy cię do Julka- odpowiedziałem, szukając w szafie odpowiednich ubrań. 
Razem z wilczkiem pomogliśmy małemu się przebrać, a następnie staraliśmy się ogarnąć jego włosy, co ostatecznie nam się nie udało. W drodze na salę zahaczyliśmy jeszcze o toaletę. Gdy Sander wszedł do środka zbliżyłem się do chłopaka.
-Dzisiejszy dziwny dzień odrobimy sobie w nocy- powiedziałem z uśmiechem i pocałowałem chłopaka.
-Bardzo chętnie- odpowiedział również z uśmiechem. 
Na sali balowej od razu podeszliśmy do Alex i Zevrana. Dziewczyna była nieco zdenerwowana tą sytuacją i stwierdziła, że wyruszymy z samego rana. Oczywiście jej przytaknąłem. Nie chciałem powtórki z sytuacji znad jeziora. Ludzie powoli zaczęli się zbierać. Zauważyłem, że zebrało się sporo znanych mi osób. i to nawet ci z dalekich państw. Gil musiał być przekonany, że tu z nim przyjedziemy. Wraz z rozkręcaniem się balu blondyn chciał, bym podszedł wraz z nim do jakiejś młodej panny, jednak ja cały czas szwendałem się gdzieś z ukochanym. W którymś momencie brat był tak natrętny, że w końcu zgodziłem się z nim iść. Zostawiłem Sandera z wilczkiem i poleciłem mu, bu znalazł Qarę. Gilbert zaprowadził mnie do młodej panienki. 


Dziewczyna lekko dygnęła, a ja pocałowałem jej dłoń. Gil zaproponował żebyśmy zatańczyli, na co oboje się zgodziliśmy. 

<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Odparłem z uśmiechem:
- Dobra, zmykaj. - Złapałem za klamkę i przeszedłem przez drzwi, patrząc na chłopaka. Zamknąłem drzwi i rozejrzałem się po pokoju. Była to sporych rozmiarów komnata w nieskazitelnie białych barwach z drobnymi przebłyskami niebieskiego. Po chwili zza drzwi wyłonił się brat Leosia. Rozejrzał się zaskoczony, chyba zdziwił go fakt, że nie ma Leonardo. Zapytał:
- Jesteś sam, gdzie Leo? 
- Jak widać jestem sam, a Leoś poszedł coś załatwić... - Po chwili ciszy westchnąłem i powiedziałem- Teraz moja kolej by pytać, po co muszę tutaj być? 
- Bez mojego brata to po nic. Jednak to się dość dobrze składa... - Zarzucił włosy do tyłu. - Wiesz, że Leoś jest królem, prawda?... Ale olewa swoją władzę nad państwem i podróżuje po świecie. A ty go tym bardziej odciągasz od jego obowiązków. Dlatego jako jego brat jestem zobowiązany... Się ciebie pozbyć. 
Stanąłem w jednym miejscu trochę zszokowany, ale odpowiedziałem:
- Czy nie powinieneś wykorzystać tego, że króla nie ma w zamku i nie zajmuje się swoimi sprawami? Kiedyś to bracia następców tronu zabijali ich przy najlepszej okazji i to nie tylko w obrębie bariery. 
- Nie jestem taką osobą... Masz go zostawić dzisiaj, przecież i tak jesteś podrywaczem, widać to po twoim sposobie poruszania i mówienia. Jeśli coś do ciebie czuje to będzie zdołowany i nie będzie miał siły by odejść stąd przez pewien czas. 
Zdenerwowałem się na jego słowa. Podszedłem do niego szybkim krokiem i złapałem go za materiał na klatce piersiowej. Podniosłem go i przyciągnąłem w swoją stronę, powiedziałem:
- Nie będziesz mi rozkazywać! Jeśli chcę z nim być to z nim będę i nikt oprócz niego i mnie tego nie skończy, zrozumiano? 
Wtedy usłyszałem, że drzwi do pokoju się otwierają, postawiłem na ziemi Sandera i odepchnąłem go w stronę komody. Spojrzałem na trytona, którego wyraz twarzy zadawał pytanie "Co tutaj się stało?", powiedziałem:
- Sander się potknął... I co załatwiłeś to co miałeś?... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

Czarnowłosy uśmiechnął się na moment, po czym wyminął naszą trójkę i zajął się ostrzami wcześniej trzymanymi przez Qarę. Najbliższe kilka godzin spędziliśmy spędziliśmy na rozmowie, podczas której kilka razy mi się oberwało za aluzje w stronę czarnowłosej i wilczka. Zapytałem bliźniaki czy pójdą razem z nami na bal organizowany przez Vinca i Gila. Sand momentalnie wybuchnął śmiechem, natomiast dziewczyna stwierdziła, że nie ma wyboru i musi tam iść, by zaraz po jego zakończeniu zawiedź mojego najmłodszego brata brata do królestwa Juliana. 
-No co ty. Przecież ja i Joe możemy go odwieźć, nie?- spojrzałem na wilkołaka. 
-Jeśli tego chcesz- uśmiechnął się chłopak. 
-Przy okazji będziesz mógł poznać resztę mojej rodziny- zaśmiałem się.
Po niedługim czasie zaczęliśmy się zbierać i wraz z Qarą wróciliśmy do zamku. Na miejscu skierowaliśmy się do komnat Sandera, jednak tuż przed drzwiami Qara poprosiła mnie bym poszedł z nią do Gilberta. Wiedziałem, że czeka mnie wykład na temat tego, że to ja jestem tu władcą i nie mogę się tak szlajać po świecie. Westchnąłem.
-Kochanie, mógłbyś iść do młodego sam?- zapytałem i spojrzałem na niego prosząco- Jak tylko to załatwię to do was przyjdę. 

<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Uśmiechnąłem się szeroko, uważnie przyglądając się kobiecie. Jej uroda była dość ciekawa, dość męska, wysportowana, ale było w niej coś bardzo kobiecego i pociągającego. Powiedziałem:
- Miło mi ciebie poznać Qaro. Jestem Joe. - Ukłoniłem się delikatnie przed nią, ona tylko przewróciła oczami. Uśmiechnąłem się na jej gest. Spojrzałem na chłopaka i mrugnąłem do niego oraz lekko się uśmiechnąłem. Zdziwiło mnie to, że jakoś szczególnie nie interesowała mnie ta dziewczyna. Usłyszałem za sobą ostrze, spojrzałem w tamtą stronę i zrobiłem krok do tyłu. Potknąłem się o coś i upadłem na ziemię. Usłyszałem jak zaczynają się ze mnie śmiać. Powiedz niby urażony, ale z lekkim uśmiechem:
- Ta bardzo śmieszne. Nadaję się do kariery komika. 
Podniosłem się z podłogi i strzepałem kurz ze swojego ubrania i stanąłem koło Leosia. Zacząłem się zastanawiać co tam u Sky'a, jeszcze kilka dni temu byłem na niego zły i tak jakby fochnięty, ale teraz jakoś nic nie czułem. Miałem nadzieję, że dobrze idzie mu z Vivusią, jeśli by tak nie było zawsze mogę go pocieszyć swoją osobą. Po chwili do rzeczywistości przywrócił mnie głos Leo. Wydałem z siebie:
- Hmm?... Zamyśliłem się, wybacz... - Usłyszałem kroki, kierujące się w stronę tego pokoju. Odwróciłem wzrok w stronę wejścia nim do pokoju wszedł prawdopodobnie brat tej dziewczyny. Zapytał:
- Już jestem... Co to za facet? - Wskazał na mnie głową. 
- To Joe. - Odpowiedział tryton.
- Miło mi.- Powiedziałem i ponownie się lekko ukłoniłem... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

Ja w przeciwieństwie do wilczka wybrałem biały strój. Podskoczyłem do niego, by się przytulić. Gil przerwał nam na chwilę, by powiedzieć, że musi iść coś jeszcze przyszykować z Vincentem i kilkoma innymi osobami. Gdy blondyn odszedł postanowiłem pokazać ukochanemu zamek, bo w końcu do wieczora mieliśmy jeszcze sporo czasu. Uprzedziliśmy Zevrana, który nadal wybierał marynarkę, że wychodzimy i żeby się nie martwił. W odpowiedzi mruknął coś pod nosem. Pokazywałem chłopakowi różne komnaty, ogrody i stajnie. W którymś momencie natknęliśmy się na wystraszonego Vinca. Zapytany co się stało, wskazał na zakręt, za którym szalała Alex. Znów otaczała ją ta mordercza aura...
Chciałem powiedzieć bratu żeby uciekał, jednak on sam wpadł już na te pomysł. Joe i ja podeszliśmy do dziewczyny, by ją trochę uspokoić. 
-Ty! Ty i twoi bracia jesteście tacy sami!- wrzasnęła gdy mnie tylko zobaczyła. 
Próbowała na mnie ruszyć, jednak ja szybko schowałem się za wilkołakiem, który zapytał ją co się stało.
-Ty już wiesz co się stało! Twój brat skończy gorzej niż ty nad tą rzeką!- krzyknęła i poszła dalej szukać Vincenta.
-Już po nim...- stwierdziłem- Lepiej żeby Gil szybko go znalazł...
-O co jej chodziło?- zapytał zdziwiony Joe.
-Zdradzę ci tylko, że ta kobieta musi mieć niezłe kompleksy...- szepnąłem, bojąc się, że Alex to usłyszy- Ale zapomnijmy o tym i chodźmy dalej.
Nie tracąc czasu na ponowne przebranie się skierowaliśmy się do miasta. Zatrzymaliśmy się dopiero przy koszarach miejscowego wojska. 
-Chciałbym przedstawić ci kogoś równie dla mnie ważnego jak chłopacy- uśmiechnąłem się do chłopaka, po czym weszliśmy do środka. 
Budynek był jak zawsze zatłoczony. Podszedłem do jednego ze starszych mężczyzn i zapytałem o bliźniaki. Po uzyskaniu odpowiedzi skierowaliśmy się do odpowiedniego pokoju. Po wejściu ujrzeliśmy kobietę polerującą kilka sztyletów, która dopiero po chwili raczyła na nas spojrzeć. Uśmiechnęła się do nas kpiąco, po czym podeszła i przytuliła mnie. 
-Coś długo ci zeszło- stwierdziła kobieta- Sand zaraz powinien wrócić.
Oderwała się ode mnie, po czym podała rękę wilczkowi. Miałem nadzieję, że pomimo jej trudnego charakteru dogadają się. To samo tyczyło się jej brata.
-Kochanie poznaj Qarę- uśmiechnąłem się.



<Joe?>

piątek, 10 lipca 2015

Od Joe CD Leonardo

Alex kiwnęła delikatnie głową i ruszyła za niebiesko-włosym chłopakiem. Leoś wyszedł szybkim krokiem z biblioteki wraz z Gilbertem i Zevranem. Ja poszedłem z tyłu, rozglądając się po korytarzu. Wszystko było dopracowane w najmniejszym stopniu, nie było możliwości by znaleźć jakieś niedociągnięcie. Korytarz był bogato wypełniony, lecz bez przesady. Po chwili dogoniłem chłopaków i szedłem między Leosiem, a Gilem. Skręciliśmy do jakiegoś pokoju, którym okazała się wielka garderoba, choć nie do końca. Bardziej można było nazwać to pokojem zadbania o siebie. Od lewej do wejścia było kilka siedzeń, a przy nich kilku prawdopodobnie fryzjerów, a po prawej znajdowały się przebieralnie. Koło przebieralni stały wieszaki z ubraniami. Na początku mieliśmy obciąć włosy, choćby o trochę, jednakże Zevran opierał się i musieliśmy go zaciągnąć na fotel. Później niemalże spadłby z fotela, unikając ostrza nożyczek. Zacząłem się śmiać wraz z Leonardo i jego bratem. Mi podcieli tylko końcówki zostawiając taki sam kształt. Rudemu za karę zrobili warkocza dobieranego. Poszedł się przebrać, zrzędząc coś pod nosem na temat tego, że naprawdę kiedyś zrobią z niego kobietę. Gdy wyszedł ubrany w jakąś brązową marynarkę z białą koszulą i ze spodniami w kolorze przypominającym heban ja z Leosiem podskoczyliśmy do niego i zaczęliśmy się kłócić w czym lepiej by wyglądał. Ja byłem za czarną marynarką i czarnymi spodniami i tego się trzymałem, tryton wskazywał coś innego. Zaczęliśmy się kłócić między sobą, która wersja lepsza, każdy stał przy swoim. Po trzydziestominutowej wymianie zdań, gdy wszyscy byli wykończeni naszymi słowami, oczywiście oprócz nas zaśmiałem się i powiedziałem:
- Wiesz Leoś, kłócimy się jak stare małżeństwo... Może niech on sam się ubierze, choć nie wygląda zbyt elegancko. 
Nie czekając na jego zdanie przeszukałem ubrania i znalazłem coś dla siebie i poszedłem się przebrać, koszulkę ściągnąłem nim wszedłem za materiał oddzielający mnie od reszty. Szybko się ubrałem i wyszedłem z przebieralni. Poprawiłem i wygładziłem czarną marynarkę. Czekałem aż Leonardo wyjdzie z przebieralni... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe


*Kilka dni później* 

-Jesteśmy!- zawołałem wesoło, wyskakując z wozu prosto w ramiona wilczka.
-Nareszcie...- jęknął Gil, któremu najwyraźniej nie spodobały się ciągłe kłótnie, narzekania i tym podobne rzeczy.
-I tak ci się oberwie za tę "krótką" drogę- warknęła Alex.
-Dobrze, dobrze- uśmiechnąłem się- Ale nie dziś. Chodźmy.
Wóz zostawiliśmy przed zamkiem, do którego później weszliśmy. Napotkani ludzie byli widocznie zdziwieni, jednak nie mniej jak moi towarzysze. Lud nie był zdziwiony tym, że znów się tutaj pojawiłem, ale tym, że kogoś ze sobą przyprowadziłem. Gilbert chciał coś załatwić ze mną i Vincentem, więc udaliśmy się do biblioteki, w której ten najpewniej był. 
-Vincuś!- podbiegłem do niebieskowłosego, gdy tylko otworzyły się drzwi pomieszczenia. 
Chłopak siedział przy sporym biurku, na którym leżały sterty różnych papierów. Na mój widok uśmiechnął się lekko.
-Witaj w domu- przywitał się.
-Jeszcze tyle zostało- westchnął Gil, gdy zobaczył papiery- No trudno. Zlecimy to komuś innemu. Teraz musimy zająć się organizacją balu. Zajmiesz się przygotowaniami panienką? Wolę osobiście nadzorować przygotowania tych trzech.
Chłopak spojrzał na Alex, po czym przytaknął ruchem głowy. Próbowałem o coś zapytać, jednak Gil natychmiast mnie uciszył. Vincent wyszedł z pomieszczenia, pokazując czerwonowłosej, że ma iść za nim.
-Proszę, bądź dla niego delikatna. Jest strasznie płochliwy- uprzedził dziewczynę blondyn.


<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Odpowiedziałem przeciągając się, a później przeczesując włosy:
- Nie mam pojęcia czy nadal mieszkają w tym samym miejscu, czy może mam rodzeństwo i czy w ogóle żyją. 
Chciałem wykorzystać fakt, że jesteśmy sami, nachyliłem się nad chłopaka i pocałowałem go namiętnie, ssąc jego dolną wargę. Później przeciągnąłem go na siebie i powiedziałem:
- Teraz twoja kolej... 
Uśmiechnąłem się i patrzyłem na chłopaka... 


***


Byliśmy gotowi do podróży, stałem na przeciwko Leonardo i rozmawiałem z nim. Reszta załogi pakowała i sprawdzała rzeczy do podróży. Później ruszyliśmy w drogę... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

Uśmiechnąłem się i dałem wilczkowi połowę swojej porcji. O "małej" wyciecze postanowiłem powiedzieć reszcie rano, wcześnie rano z nadzieją, że będą tak zamuleni, by się zgodzić. Spojrzałem na brata i wskazałem mu, by do nas podszedł. Gdy to zrobił, chłopiec położył głowę na moich nogach, a ja zacząłem go po niej głaskać. Niedługo potem zasnął. Siedzieliśmy przy ogniu do momentu, w którym Alex i Zevran znów zaczęli się o coś kłócić. Wtedy stwierdziłem, że dobrze by było iść spać. Staruszek odmówił spania z czerwonowłosą w jednym miejscu dzisiejszej nocy, więc w wozie było trochę więcej miejsca, a wszyscy i tak musieliśmy się jakoś pomieścić. Z samego rana wstałem i poczekałem, aż Alex i Zevran pojawia się przed wozem. Kilka minut po mnie dziewczyna wyszła z wozu, jednak staruszka nadal nigdzie nie było widać, więc postanowiłem załatwić to tylko z nią. 
-Alex? Co powiesz na małą wycieczkę?- zapytałem słodkim głosem.
-Nie. Mamy określony cel- odpowiedziała chłodno.
-Ale Aleeex. To będzie naprawdę krótka wycieczka- udałęm smutną minę.
Dłuższą chwilę dziewczyna się opierała, jednak po moich narzekaniach wreszcie się zgodziła. Poszedłem obudzić wilczka i Gilberta. Alex z Gilem poszli do miasta poszukać staruszka. Ja w międzyczasie zostałem z wilkołakiem w wozie. 
-Cieszę się, że już za kilka dni poznasz moją rodzinę- powiedziałem, przytulając się do chłopaka. 
-Kilka dni?- zapytał zdziwiony- Mieliśmy tam dotrzeć znacznie szybciej.
-Trochę nagiąłem fakty- zaśmiałem się- Inaczej nigdy by się nie zgodziła.
-W sumie masz rację. Dużą masz tę rodzinę?- zapytał ciemnowłosy.
-Oprócz Gila trzech braci- odpowiedziałem- A Twoja rodzina?

<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Powiedziałem:
- Cokolwiek zechcesz. Tylko wydaje mi się, że Alex i rudy się nie zgodzą. 
- Zobaczymy.- Leoś uśmiechnął się zaczepiająco. Zaśmiałem się na ten gest. Patrzyłem dość niepewnie na Gila, coś mi jednak nie pasowało w tym, że podobno są braćmi, choć nie wiedziałem co. Leonardo podszedł do mnie, zapewne zobaczył moje nieprzychylne spojrzenia na jego brata i zapytał, szepcąc:
- Chyba nie jesteś zazdrosny? 
- Nie, nie jestem zazdrosny... To co idziemy szukać twoich towarzyszy? 
Spojrzałem na Leosia, a ten kiwnął głową. Jego brat Gilbert ruszył za nami, lecz w drobnej odległości. Złapałem fioletowo-włosego za dłoń, splatając z nim palce. Spojrzał na mnie lekko zaskoczony, lecz po chwili uśmiechnął się delikatnie... 


***


Po pewnym czasie znaleźliśmy Zevrana, a Alex sama nas znalazła. Prawdopodobnie przestała już wysilać się na atakowanie Zeva i fizycznie i psychicznie, bo nic nie powiedziała tylko przewróciła oczami. Wróciliśmy do ich postoju, był już wieczór, a Alex zajęła się rozpalaniem ogniska. My w tym czasie zaczęliśmy przygotowywać szaszłyki, rozmawiając. Zevran patrzył na nas z dużą dawką niepewności i rezerwy. Gdy czerwonowłosa zawołała, że już się rozpaliło ruszyliśmy na miejsce. Wszyscy zasiedli wokół ogniska i zaczęli smażyć nad ogniem składniki wbite na patyk. Oparłem głowę o ramię Leosia i patrzyłem w czerwony płomień, oświetlający całą okolicę. Alex gawędziła z Gilbertem, nawet nie wiem o czym, bo trzaskanie palących się belek zgłuszało ich rozmowy. Zevran siedział na uboczu, lecz dziewczyna o szkarłatnych włosach podeszła do niego i zaczęła z nim o czymś rozmawiać. Po raz pierwszy widziałem, że się nie kłócą. Westchnąłem i spojrzałem na chłopaka, siedzącego koło mnie. Po krótkiej chwili również na mnie spojrzał i chwilę wymienialiśmy się spojrzeniami i pocałowałem go, wyciągając szyję w jego stronę i kładąc dłoń na jego policzku. Po pocałunku, który muszę przyznać do tej pory nie miał sobie równych, bo był najbardziej romantyczny w mojej historii, ponownie położyłem głowę na barku chłopaka. Objąłem go, kładąc rękę na plecach w miejscu talii. Poczułem, że zrobiło się chłodno. Szepnąłem:
- Pójdę po koc, zaraz wrócę. 
Wstałem niechętnie od Leosia i ruszyłem w stronę wozu. Wyciągnąłem kilka koców, po jednym na głowę, choć jeden duży wystarczy by przykryć dwie osoby i ten właśnie wziąłem dla mnie i trytona. Po kolei dawałem każdym po kocu, zauważyłem, że Gilbert po woli przysypia, więc okryłem go kocem na wszelki wypadek jakby zasnął. Poszedłem do długowłosego i przykryłem go kocem, siadając koło niego, tym razem dałem okazję by on oparł się o moje ramię. Mój szaszłyk niestety się trochę zwęglił, ale byłem głodny, więc go zjadłem... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

-Nie tylko ty- zaśmiałem się.
Minęło naprawdę sporo czasu, a ja wciąż miałem wilkołaka w głowie. Ucieszyłem się, gdy przypadkiem spotkaliśmy go w mieście. Oczywiście Zevran wylądował wtedy na drugim planie. 
-Chodź. Pomożesz mi poszukać staruszka, bo jeśli Alex znajdzie go pierwsza to może być z nim krucho- stwierdziłem i skrzywiłem się na myśl, co ona może mu zrobić- I oczywiście zostaw koszulę. Lepiej ci bez niej.
W jakimś stopniu szukanie rudowłosego było wymówką, by oddalić się od tłumu. Cały czas rozmawiając, udaliśmy się do pobliskiego parku, który był prawie pusty. Usiedliśmy na ławce obok siebie, po czym przytuliłem się do wilczka. 
-Mam nadzieję, że nie znalazłeś sobie przez ten czas kogoś innego- mruknęłam, wtulając się w jego pierś.
-Nie mógłbym- odpowiedział, po czym pocałował mnie w czoło. 
-To dobrze, bo...- zacząłem.
W środku zdania Joe wstał i odwrócił się, łapiąc za rękę jasnowłosego chłopaka, który przerażony pisnął. Patrzyłem na tą sytuację zdziwiony.
-Puść mnie!- krzyknął blondyn- Leo! Powiedz mu coś!
Nim ciemnowłosy zdołała zadać pytanie, rzuciłem się na chłopaka tym samym go przewracając i wyrywając z uścisku wilczka.
-Gilu!- przytuliłem się do chłopaka, który próbował mnie ze z siebie zepchnąć.
-Wy się znacie?- zapytał zdezorientowany wilkołak.
-Gilbert to mój brat- odpowiedziałem z szerokim uśmiechem. 
Joe patrzył na nas chwilę, po czym pomógł mnie i Gilbertowi wstać. 
-Co ty tutaj robisz? Nie mów, że uciekłeś z domu!?- podszedłem do brata i zacząłem nim potrząsać- Masz dopiero piętnaście lat! Chłopaki muszą się o ciebie martwić!
-Przecież to ty uciekłeś!- krzyknął- I puść mnie wreszcie!
-A. No masz rację. Zapomniałem- zaśmiałem się i puściłem chłopaka. 
-Heh... Co ja z tobą mam- westchnął- No ale nic. Wracasz ze mną do domu.
-Hmmm....- zamyśliłem się- Mogę na chwilę wpaść. Co Ty na to Joe? Weźmiemy Alex i staruszka i pójdziemy.
-Ale...- zaczęli obaj chłopacy.
-Okej! Czyli postanowione!

<Joe? Pojedziemy?>

Od Joe CD Leonardo


~ Jakiś czas później ~


Przechadzałem się mozolnie przez ulice miasteczka, nagle ujrzałem śliczną brunetkę i postanowiłem trochę poflirtować. Podszedłem do jej straganu gdy wykładała jakieś rzeczy z worka. Zapytałem z uśmieszkiem:

- Pomóc ci? 

- Nie trzeba.

- Jednak nalegam.

Spojrzała na mnie i powiedziała:

- Jak wolisz, choć nie potrzebuję jej.-Przeszła koło mnie i wskazała mi jakieś sosnowe skrzynki. Rozejrzałem się po pełnym placu, ludzie byli ubrani dosyć dostojnie i bogato, stosunkowo lepiej niż w większości miast. Słońce paliło w plecy, a ja zacząłem się męczyć z wypakowaniem skrzynek. Ściągnąłem koszulkę i przerzuciłem ją przez ramię. Gdy skończyłem podszedłem do dziewczyny, która wręczyła mi zimną wodę, wypiłem całą szklanę i podałem jej. Powiedziała:
- Dziękuję za pomoc. Powinnam się jakoś zrewanżować, prawda? Co byś chciał? Możesz wybrać wszystko co jest na tym straganie. 
Miałem zamiar ją podnieść i usadowić na straganie oraz powiedzieć "Wybieram ciebie", jednakże coś ciepłego mi przerwało. Poczułem jak ktoś od tyłu się do mnie tuli. Usłyszałem głos zza moich pleców, który był mi tak znajomy:
- Pamiętasz mnie jeszcze, wilczku? 
Odwróciłem wzrok do tyłu i ujrzałem Leonardo, odpowiedziałem, łapiąc chłopaka za ramiona, uśmiechając się szeroko i patrząc mu w oczy:
- Jakbym mógł ciebie zapomnieć? 
Wtuliłem się w ciepłe ciało Leosia. Wdychałem jego zapomniany przeze mnie zapach. Szepnąłem:
- Poczekaj chwilę. 
Odsunąłem się od niego tak niechętnie, że aż wzdychnąłem. Powiedziałem do dziewczyny:
- Nie trzeba. Proszę sobie zostawić te rzeczy, już nic nie potrzebuję. - Obdarowałem ją przyjaznym uśmiechem i już miałem się odwracać i odejść, lecz brunetka się odezwała:
- Czekaj! Nie puszczę ciebie z pustymi rękoma...- Pogrzebała między rzeczami i wręczyła mi misternie wykonaną szczotkę do włosów. Wskazała na trytona i uśmiechnęła się przyjaźnie odganiając mnie. Podszedłem do chłopaka i uśmiechnąłem się, nie wiedziałem czy chłopak chciałby się jeszcze ze mną spotykać, ale pragnąłem go pocałować i trudno było mi opanować tą chęć. Dopiero gdy stanąłem na przeciwko chłopaka ujrzałem, że nie jest sam, koło niego stała Alex. Patrzyłem na Leosia i postanowiłem, że jednak go pocałuję. Najwyżej napuści na mnie czerwonowłosą, albo sam mnie pobije, jednakże musiałem to zrobić. Nachyliłem się i przytulając w talii pocałowałem go. Nie pozostawała między nami żadna przerwa, znowu poczułem jego miękkie usta. Niechętnie się od niego odsunąłem i spojrzałem w jego oczy, chcąc wyczytać jakąś reakcję, jakąkolwiek, obojętnie czy dobrą czy złą. Później spojrzałem na Alex, która stała bezczynnie, nie zwracając na nas najmniejszej uwagi. Była chyba jedną z nielicznych, której to nie przeszkadzało, przynajmniej z tych, których znałem. Ponownie spojrzałem na długowłosego i z szerokim uśmiechem przyglądałem się jego twarzy. Oderwałem się jednak i zapytałem dziewczyny:
- Co tutaj robicie? 
- Szukamy Zevrana, zwiał. I uważa, że doprowadzę go do białej gorączki. Jeszcze czego... A co u ciebie Joe? Tak, wiem, jak na razie cały czas gadałam o sobie. 
- A dobrze, teraz bardzo dobrze. 
- Domyślam się... To ja może was zostawię... - Poszła bokiem w prawo, wskazując tamtą stronę kciukami. Zaśmiałem się cicho i ponownie przytuliłem chłopaka. Szepnąłem:
- Tęskniłem za tobą... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

Wiedziałem! Od razu wiedziałem, że coś musiało się za tym kryć. Wprawdzie słabo znałem chłopaka, ale wierzyłem, a raczej chciałem i starałem się wierzyć, że nie mógłby tak postąpić. Zanim zdążyłem coś powiedzieć ciemnowłosego już nie było. Zapominając o celu z jakim poszedłem do miasta, zacząłem chodzić bezsensownie wśród tłumu. W którymś momencie spostrzegłem `wilkołaka. Rozważałem dwie możliwości zachowania się. Albo iść do niego i z nim porozmawiać, albo zapomnieć, bo w końcu i tak niedługo nas już tu nie będzie. Choć mogła okazać się trudniejsza, wybrałem drugą opcję. Powoli zacząłem wracać do wozu. Na miejscu podszedłem do swoich towarzyszy i przytuliłem się do staruszka. 
-Zeeevran- jęknąłem- Pociesz mnie.
-A tobie co znowu?- zapytała Alex- I gdzie masz nasze śniadanie?
-Ja tu przeżywał zawód miłosny, a ty zimna kobieto pytasz mnie o jakiś głupi chleb czy bułki?- spojrzałem na nią smutnymi oczkami.
-No wybacz, ale pewnie jeszcze ze wiele razy będziesz tak przeżywał- stwierdziła.
-Joe okazał się wilkołakiem. Miałaś kiedyś chłopaka wilkołaka?- zapytałem, puszczając rudowłosego. 
-Nie miałam, ani nie miałam innego- odpowiedziała.
Spojrzałem pytająco na Zevrana, który przytaknął ruchem głowy. W normalnych warunkach zapytałbym czerwonowłosą, czy nie chciałaby mieć, ale teraz nie miałem humoru na takie teksty. -Możemy już jechać?- zapytałem dziewczynę z proszącym spojrzeniem. 
-Jeśli tylko nie będziesz jęczał to tak- westchnęła i skierowała się w stronę wozu.


<Joe? Kto to był?>

piątek, 3 lipca 2015

Od Joe CD Leonardo

Leonardo wyszedł z wozu i ruszył w stronę miasta, a ja wśród krzaków za nim. Niestety po pewnym czasie gęstwina zmieniła się w pustkę. Wyszedłem z krzaków i stanąłem przed zdezorientowanym chłopakiem. Złapałem go za ramiona, lecz nie odważyłem się spojrzeć mu w oczy. Spuściłem wzrok i powiedziałem:
- Przepraszam za to co stało się wczoraj. Nie musisz mi wybaczyć. Chcę to tylko wyjaśnić. Jestem wilkołakiem i podczas pełni jestem pobudzony, jednak nie zmieniam się w wilka. Nie potrafię nad tym zapanować choć bym się starał najbardziej na świecie... Chciałem by wczorajszy wypad dobrze ci się kojarzył, ale wypadła z głowy mi ta cholerna pełnia, myślałem, że dopiero za kilka dni będzie... Lepiej będzie jak zniknę... - Ostatnie słowo szepnąłem. Spojrzałem w oczy Leosia i uśmiechnąłem się słabo. Nachyliłem się i pocałowałem go delikatnie. Zmieniłem się w wilka i odbiegłem kawałek. Zatrzymałem się ostatni raz, spojrzałem na chłopaka i pobiegłem do miasta... 


***


Przechodziłem między straganami, nie zwracając uwagi na okazję by kogoś poderwać, choćby się przydało. Nagle między ludźmi przymknęło mi ciemno fioletowe pasmo włosów. Cały zesztywniałem, jednakże wystraszyłem się, że mnie zobaczy, sam nie wiedziałem dlaczego tak reagowałem. Nie wiedziałem dlaczego tak bardzo zależało mi by dobrze o mnie myślał, był pierwszą osobą, dla której starałem się robić dobre wrażenie, nawet dla Sky'a się tak nie starałem. Zdałem sobie wtedy sprawę, że już nie zależy mi jakoś szczególnie na wampirze, że było to młodzieńcze zauroczenie, które przeminęło. Wyczuwałem, że jest blisko i zacząłem biec w stronę jakiegoś zaułku. Spojrzałem za siebie i ujrzałem trytona, który również mnie zobaczył. Wbiegłem między dwa budynki i okazało się, że jest to ślepa uliczka. Panicznie zacząłem się rozglądać na różne strony. Walnąłem się z liścia w twarz by się opanować. Po chwili paniki zdałem sobie sprawę, że ktoś stoi u wyjścia z zaułku. Przez atak paniki nie wyczułem kto to był. Odwróciłem się po woli i ujrzałem...



< Leosiu czy to ty? >

Od Leonardo CD Joe

Byłem zszokowany zachowaniem chłopaka. W jednej chwili był czuły, a zaraz potem wręcz agresywny. Szybkim krokiem wróciłem do powozu strasznie nerwowy. Nie umknęło to uwadze Alex i staruszka, którzy siedzieli przy ognisku na zewnątrz. Zacząłem chodzić wokół ognia. 
-Coś ty taki zdenerwowany?- zapytała czerwonowłosa, unosząc jedną brew.
-Ten debil okazał się cholernym erotomanem!- krzyknąłem.
-To chyba dobrze, nie?- zapytał Zev trochę niepewnie- Bo przecież ciebie nie jest łatwo zaspokoić.
-Niby tak, ale on w ogóle nie ma hamulca! Z romantycznego stał się nagle strasznie brutalny...i ...i...- zacząłem się plątać- Mam dość na dzisiaj...
Wszedłem do wozu i od razu się położyłem. Przed zaśnięciem, myślałem jeszcze chwilę o tej całej sytuacji, szukając jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia, jednak takowego nie znalazłem. 
Rankiem zupełnie nie chciało mi się wstawać. Zawołałem Alex.
-Aleeeex- jęknąłem, gdy ta wreszcie się zjawiła- Możemy już jechać? 
-Nie tak prędko. Zevran gdzieś polazł, więc trzeba na niego zaczekać. Ty też mógłbyś wstać i zrobić coś pożytecznego. O! Idź kupić coś na śniadanie- zaproponowała.
-Muszę?- zapytałem zrezygnowany.
-Musisz- odpowiedziała stanowczo.
Niechętnie wstałem z łóżka i skierowałem się w stronę miasta.

<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Kierowała mną żądza, która pojawiała się za każdym razem gdy księżyc osiągał pełnię. Na cały "atak" otrzymywałem tylko dwie sekundy świadomości i nigdy nie wiedziałem kiedy i w jakim momencie. Całowałem i delikatnie przygryzałem obojczyki chłopaka. Wiedziałem, że nie miał ochoty, ale w tamtym momencie mnie to nie obchodziło. Językiem przejechałem od szyi do pępka, a później niżej... Nagle odzyskałem świadomość i odrobinę otępiały spojrzałem na twarz chłopaka, na której gościły same nieprzyjemne odczucia, po chwili zrozumiałem o co chodzi i to co zrobiłem. Powiedziałem szybko, chcąc zdążyć przed końcem czasu: 
- Idź stąd, odejdź. Za chwilę znowu się zacznie i będzie gorzej. 
Pierwszy raz w życiu zaznałem uczucia zwanego wstydem, nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy. Odsunąłem się od niego, jednak nim zdążył odbiegnąć miałem nawrót chorego pożądania. Złapałem go za nogę i przewróciłem na 

ziemię, lecz udało się mu uciec... 


***


Pełną świadomość odzyskałem dopiero po trzeciej w nocy. Zmieniłem się w wilka i położyłem się pod jakimś drzewem i poszedłem spać. Nie pamiętałem co robiłem oprócz tego, że część była związana z Leonardo, wiedziałem, że zrobiłem coś okropnego, a znając siebie podczas pełni było to coś obrzydliwego...


***


Rano chodziłem w kółko zastanawiając się czy pójść sprawdzić co u Leosia, czy nie zrobiłem mu za dużej krzywdy. Postanowiłem, że pójdę, raz się żyje. Pobiegłem truchtem w stronę wozu grupki, jednakże nie wyszedłem z krzaków, czekałem aż zjawi się tryton... 


< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

Uklęknąłem wraz z chłopakiem. Jego zaangażowanie mnie dziwiło, a jednocześnie bardzo cieszyło.
-Coś bardzo się starasz- zaśmiałem się, gdy Joe całował mnie po szyi. 
-Bo warto- odpowiedział, na chwilę przerywając wykonywaną przed chwilą czynność. 
Zachichotałem niczym zakochana nastolatka. Złapałem delikatnie głowę chłopaka, zmuszając go do spojrzenia na mnie. Przytknąłem swoje czoło do swojego czoła. 
-Szkoda, że to potrwa tak krótko- szepnąłem bardziej do siebie.
Ciemnowłosy spojrzał na mnie pytająco. Ja zaśmiałem się i pokręciłem głową na "nie". 
-Nic takiego. Zapomnij- pocałowałem go w czoło. 
Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, nie zauważając momentu, w którym księżyc osiągnął pełnię. Nagle uścisk chłopaka zrobił się mocniejszy, a jego źrenice stały się znacznie węższe. 
-W porządku...- zapytałem niepewnie.
-W jak najlepszym- chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej niż wcześniej.
Uśmiechnąłem się słabo. Joe w jednym momencie popchnął mnie na trawę i nachylił się nade mną. Znów zaczęliśmy się całować, jednak tym razem ciemnowłosy był nieco brutalniejszy. Jego ręce dość szybko i sprawnie zaczęły ściągać ze mnie ubrania kupione nie tak dawno temu. 
-Nie poczekamy na Alex i Zeva? Chociaż żeby powiedzieć im, by znaleźli sobie inne zajęcie- zapytałem, zaczynając włączać się do zabawy. 
-Nie będą aż tak niegrzeczni, by nam przerywać- mruknął między pocałunkami.
Drugą już noc z rzędu kochaliśmy się z chłopakiem, jednak tym razem znacznie brutalniej i dłużej. Nawet jak dla mnie było to wyczerpujące. Joe na chwilę położył się obok mnie, jednak po pięciu minutach chciał działać dalej. 
-Daj mi odsapnąć chwilę- mruknąłem niezadowolony- Albo zamieńmy się rolami.
-Nie dziś kochanie- powiedział, po czym zaczął się do mnie dobierać. 


<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Dziewczyna cała poczerwieniała ze złości i krzyknęła na cały głos: 
- Czyś ty zwariował?! Możecie spędzić w trójkę, jeśli jedna osoba ci nie wystarcza!! 
Zanurzyła się i odpłynęła gdzieś daleko spojrzałem zdziwiony na Leosia, mając zaplanowane coś na później. Zevran westchnął, a ja odwróciłam wzrok od wody i ponownie spojrzałem na chłopaka, pogładziłem go pod wodą po ogonie i pocałowałem najdelikatniej jak potrafiłem, kładąc dłoń na jego szyi. Spojrzałem mu w oczy i podszedłem do molo, na którym jak się okazało siedziała już osuszona rubinowo-włosa. Przeczesałem włosy i spojrzałem na nią, była dość ciekawa, ale wolałem z nią nie zaczynać żadnych gierek. Patrzyłem na chłopaka, podziwiając jego urodę i poczułem, że głodnieję. Zaproponowałem:
- Może pójdziemy coś zjeść? Ja stawiam. 
- Może nie wystarczyć ci pieniędzy by mnie wykarmić. - Odezwała się Alex. Zaśmiałem się i odparłem:
- Zobaczymy Alex, zobaczymy.
Leonardo podpłynął do pomostu, a ja podałem mu dłoń wciągając go na swoje kolana. Wstałem chwiejnym krokiem, niosąc młodego mężczyznę. Zapytałem:
- No to co, idziemy? 
Niesiony przeze mnie tryton spojrzał na mnie, a później wskazał ogon. Szepnąłem:
- Nie martw, wyschniesz do tej pory, a nawet jeśli się nie uda to będę ciebie bronił... Ślicznie wyglądasz z tym ogonem. 
Ruszyłem po woli w stronę miasta, w międzyczasie chłopak zawiesił mi ręce na szyi i delikatnie się wtulił. Po pewnym, bliżej nieokreślonym czasie dotarliśmy do brzegu miasta, tryton wyschnął już i niestety dla innych był nagi. Przykryłem go swoją bluzą i podszedłem do pierwszego, napotkanego straganu z ubraniami. Powiedziałem żeby wybrał coś dla siebie. Po chwili chłopak wskazał wybrane przez siebie ubrania, a ja je mu kupiłem. Chłopak ubrał się i zaczął iść koło mnie, wydałem z siebie:
- Och! Chodź tutaj. - Złapałem chłopaka i wziąłem go na ręce, ale ten powiedział:
- Wolę na barana. 
- No dobra, to wskakuj. - Schyliłem się, a ten szybko się wgramolił. Szedłem dumnie przez miasto słysząc zachwyty innych ludzi, założyłem, że nie zwrócili szczególnej uwagi na jego płeć, dlatego im to nie przeszkadzało. Wszedłem do karczmy, mówiąc Leosiowi by uważał na głowę. Poszedłem wolnym krokiem do pierwszego lepszego stolika. Leonardo zszedł niechętnie z moich pleców i zasiadł w koncie przy ścianie, Alex szybko zabrała mi miejsce robiąc oczęta a'la szczeniak by nie musieć siedzieć koło Zevrana. Uśmiechnąłem się i kiwnąłem ostrożnie głową by tylko ona to dostrzegła. Zasiadłem na przeciwko Leo. Każdy zamówił co chciał i zaczęliśmy rozmawiać, nie obyło się bez wymiany niezbyt miłych zdań między Alex i Zevranem... 


***


Wracaliśmy odrobinę dłuższą drogą, prowadzącą do miejsca gdzie chciałem zaprowadzić Leosia. Gdy byłem całkowicie pewien, że czerwonowłosa z brunetem trafią na miejsce złapałem chłopaka i przytkąłem go do pobliskiego drzewa. Nie było między mną, a nim żadnej przerwy. Pocałowałem go dość namiętnie, jednak później zmieniliśmy miejsce. Pięć metrów za krzewami znajdowała się duża polana oświetlona przez księżyc, który jeszcze nie ukazywał pełni. Uśmiechnąłem się i złapałem chłopaka za rękę, a później za drugą. Uklęknąłem całując go i ciągnąc w dół... 



< Leosiu? >

Od Leonardo CD Joe

Myślałem, ze padnę, gdy Zevran wyskoczył w samej bieliźnie, a Alex kopnęła go prosto w czuły punk, krzycząc "Ubrałbyś się wreszcie zboczeńcu!". Podszedłem do niego, powstrzymując jednocześnie śmiech, i stwierdziłem, że dobrze mu tak za zostawienie takiej dziewczyny jak Alex samej. Gdy czerwonowłosa i Joe wskoczyli do wody, ja i staruszek usiedliśmy na końcu molo i zaczęliśmy się im przyglądać. W międzyczasie wypytałem go dyskretnie o wczorajszą noc. Wprawdzie niechętnie, ale opowiedział mi całą historię. W trakcie rozmowy podpłynęli do nas Alex i Joe, i spróbowali nas namówić na wejście do wody. Rudowłosy po chwili namawiania wskoczył do reszty, a ja jednak wolałem pozostać na suchym lądzie.
-Zostanę tu i popatrzę na was- stwierdziłem, po czym puściłem oczko do ciemnowłosego. 
Dłuższą chwilę przyglądałem się im. Po jakimś czasie podpłynęła do mnie Alex i usiadła obok mnie. 
-Naprawdę jesteś wesoły- stwierdziła, patrząc na moją uśmiechniętą twarz. 
-Mam powód- zaśmiałem się- Joe naprawdę mi się spodobał. 
-Tak...- dziewczynie mina nieco zrzedła- Ale masz świadomość, że niedługo będziemy musieli ruszać? 
Chwilę milczałem, przyglądając się chłopakowi. Po chwili pokiwałem głową. 
-Domyślam się - uśmiechnąłem się słabo.
Dziewczyna z lekkim uśmiechem, według mnie był to wredny uśmiech, złapałam mnie za rękę i wskoczyła ze mną do wody. Gdy ogarnąłem sytuację, czerwonowłosej już przy mnie nie było, jednak po chwili spostrzegłem ciemnowłosego. Uśmiechnąłem się momentalnie i podpłynąłem, by się do niego przytulić. Nagle wpadłem na pewien pomysł.
-Alex! Zevran! Co powiecie na noc spędzoną w czwórkę?


<Joe?>

Od Joe CD Leonardo

Powiedziałem łapiąc jego twarz w dłonie i nie zwracając najmniejszej uwagi na to, że dziewczynie mogłoby to przeszkadzać:
- Oczywiście, że chcę z tobą iść. 
Dziewczyna oznajmiła:
- Tak, to przez ciebie był taki radosny. Dobra chodźmy, a i ostrzegam, że możecie pożegnać się z Zevranem, bo go zabiję.
- A co zrobił, że jesteś taka zła?- Zapytałem zaciekawiony.
- Oprócz tego, że jest w pobliżu? Ymm... zostawił mnie wczoraj z jakimś zboczonym facetem, bo mu się dziewczyna spodobała i sobie z nią poszedł! A żeby się okazało, że jest strzygą i by go zeżarło... Przepraszam, chodźmy, jestem gotowa by go zabić. 
Nachyliłem się nad ucho Leonardo i zapytałem:
- Ona tak zawsze? 
- Tak. 
Gdy dziewczyna się odwróciła pocałowałem chłopaka, przyciągając go do siebie. Po chwili oderwałem się od niego i ruszyłem koło niego. Wątpiłem w teorię Leosia na temat, że Alex jest zakochana w jak mu tam...w Zevranie? Choć była prawdopodobna, bo przeciwieństwa się przyciągają, ale nie mówiłaby w taki sposób o Zevranie. Może się nie znam. 
Szliśmy ulicami miasta, na których znajdowało się więcej osób niż ostatnio. Chłopi ubrani w lniane, podarte ubrania mieszkali się między szlachtę. Odgłosy miasta tłumiły myśli i rozmowę. Przechodziłem między ludźmi by nie zgubić fioletowo-włosego. Po chwili z jakiegoś budynku wybiegł rudawy mężczyzna, ubrany tylko w bieliznę. Zaśmiał się głośno i gdy zobaczył Alex, Leosia i mnie mina mu zrzedła. Alex krzyknęła coś i walnęła go między krocze, a ten się skulił. Zaśmiałem się cicho na ten widok i ruszyłem za trytonem, który rozmawiał o czymś z rudym. Nie powalał na ziemię, w ogóle nie miał w sobie nic przyciągającego uwagę. Wzruszyłem ramionami i przyglądałem się ludziom stojących przy straganach, lub śpieszących gdzieś. Po krótkim czasie mężczyzna bez postoju się ubrał, jakby robił to miliony razy, a my zbliżaliśmy się do pomostu. Gdy w końcu ujrzałem jezioro ściągnąłem buty, ubranie i pobiegłem molo. Wskoczyłem z wielkim rozchlapem wody. Wypłynąłem na powierzchnię i ujrzałem, że dziewczyna robi to samo co ja. Uśmiechnąłem się i odpłynąłem szybko, by nie oderwać od dziewczyny... 



< Leosiu? >