-Charlotte- przedstawiłam się.
-Przepraszam za moją siostrę- zaczął Shu- Nie lubi zbytnio niezapowiedzianych obcych. A nie, czekajcie. Ona w ogóle nie lubi obcych.
-Mam swoje powody- prychnęła dziewczyna.
Z krzywą miną skierowała się w stronę wyjścia z jaskini. Młody chłopak usiadł przy ognisku i wskazał ruchem ręki byśmy się do niego przyłączyli.
-Więc co tu tak naprawdę robicie?- zapytał Shu, gdy wszyscy już siedzieliśmy przy ogniu.
-Naprawdę tylko zwiedzamy- odpowiedział Will.
-Można powiedzieć, że też się przed kimś ukrywamy- dodałam i z uśmiechem spojrzałam na czarnowłosego.
-Ktoś was ściga?- smok zrobił zmartwioną minę.
-Powiedziałabym nęka- poprawiłam chłopaka.
Ten chciał coś powiedzieć, jednak wyprzedził go krzyk jego siostry.
-Shu! Zrób coś! Idzie tu wyjątkowo brzydka istota! I w dodatku chodzi jak kaczka!
Wraz z Willem od razu wiedzieliśmy o kim mowa.
-Chyba wreszcie mamy zioła- stwierdziłam.
<Will?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Charlotte i Willa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Charlotte i Willa. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 lipca 2015
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Od Charlotte CD Will
-Masz swojego gada- spojrzałam z uśmiechem na Willa.
Powoli podeszliśmy do stworzenia, dokładnie mu się przyglądając. Smok nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Czarnowłosy po chwili wahania dotknął pyska brązowej istoty. Jej reakcja byłą dość dziwna. Spojrzała ona na Willa z pogardą i ponownym prychnięciem zabrała łeb.
-Nie znam się wprawdzie na smokach, ale ten jest jakiś dziwny- stwierdziłam.
W tym momencie zauważyłam na ziemi coś błyszczącego. Podeszła, by to podnieść, jednak smok spojrzał na mnie z morderczą miną i zasłonił przedmiot ogonem.
-Tknijcie tu cokolwiek, a zabiję was bez wahania- warknął.
-Tylko, że tu nie ma co dotykać- mruknęłam, rozglądając się.
Smok ponownie prychnął i wstał, by zmienić pozycję. Usiadłam przy ogniu, pokazując Willowi by zrobił to samo.
-Niech Jormund chwilę nas poszuka, a my tu sobie posiedzimy w ciepełku- uśmiechnęłam się.
Chłopak usiadł koło mnie, dalej spoglądając na smoka.
-Co tak właściwie tutaj robisz?- zapytał gada, który kompletnie go zignorował.
-Milusi...- stwierdziłam.
<Will?>
Powoli podeszliśmy do stworzenia, dokładnie mu się przyglądając. Smok nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Czarnowłosy po chwili wahania dotknął pyska brązowej istoty. Jej reakcja byłą dość dziwna. Spojrzała ona na Willa z pogardą i ponownym prychnięciem zabrała łeb.
-Nie znam się wprawdzie na smokach, ale ten jest jakiś dziwny- stwierdziłam.
W tym momencie zauważyłam na ziemi coś błyszczącego. Podeszła, by to podnieść, jednak smok spojrzał na mnie z morderczą miną i zasłonił przedmiot ogonem.
-Tknijcie tu cokolwiek, a zabiję was bez wahania- warknął.
-Tylko, że tu nie ma co dotykać- mruknęłam, rozglądając się.
Smok ponownie prychnął i wstał, by zmienić pozycję. Usiadłam przy ogniu, pokazując Willowi by zrobił to samo.
-Niech Jormund chwilę nas poszuka, a my tu sobie posiedzimy w ciepełku- uśmiechnęłam się.
Chłopak usiadł koło mnie, dalej spoglądając na smoka.
-Co tak właściwie tutaj robisz?- zapytał gada, który kompletnie go zignorował.
-Milusi...- stwierdziłam.
<Will?>
Od Willa CD Charlotte
Charlotte stała nade mną, a ja zacząłem się cicho śmiać. Po chwili wyprostowałem się i powiedziałem:
- Miałaś dobry pomysł. Dobra chodźmy, bo zaraz wróci z tymi ziołami.
Poszliśmy w stronę lasu...
Poprawiłem kurtkę i szal, a później zapytałem:
- Masz pomysł gdzie pójdziemy?
Po moich słowach ujrzałem wielką jamę, a tam poruszający się koniec ogona jakiegoś gada. Byłem wyraźnie zaciekawiony i podekscytowany. Zaproponowałem z chwilą zamyślenia:
- Chodźmy sprawdzić co tam się kryje. Proszę...
Charlotte spojrzała na mnie miną mówiącą "To zły pomysł", jednak na jej twarzy gościło również lekkie zaciekawienie. Zacząłem ją błagać i prosić, aż w końcu powiedziała:
- No dobrze, ale jak coś nas zaatakuje to twoja wina.
Uśmiechnąłem się i ruszyłem pierwszy w głąb jaskini. Zapaliłem niebieski płomień na swojej ręce i ruszyłem przed siebie. Cuchnęło tam wilgotną ziemią i grzybami, później dołączył jeszcze zapach siarki.
Po około czterdziestu minutach bezowocnych poszukiwań znaleźliśmy wielką grotę oświetloną jednym, wielkim ogniskiem z lewej strony. Po chwili ujrzałem głowę wielkiego, brązowo-czerwonego smoka, a później resztę jego ciała. Ziewnął głośno i ujrzał nas. Prychnął tylko i położył się przy ognisku...
< Charlotte? Zdecyduj co będzie się dalej działo... >
- Miałaś dobry pomysł. Dobra chodźmy, bo zaraz wróci z tymi ziołami.
Poszliśmy w stronę lasu...
***
Poprawiłem kurtkę i szal, a później zapytałem:
- Masz pomysł gdzie pójdziemy?
Po moich słowach ujrzałem wielką jamę, a tam poruszający się koniec ogona jakiegoś gada. Byłem wyraźnie zaciekawiony i podekscytowany. Zaproponowałem z chwilą zamyślenia:
- Chodźmy sprawdzić co tam się kryje. Proszę...
Charlotte spojrzała na mnie miną mówiącą "To zły pomysł", jednak na jej twarzy gościło również lekkie zaciekawienie. Zacząłem ją błagać i prosić, aż w końcu powiedziała:
- No dobrze, ale jak coś nas zaatakuje to twoja wina.
Uśmiechnąłem się i ruszyłem pierwszy w głąb jaskini. Zapaliłem niebieski płomień na swojej ręce i ruszyłem przed siebie. Cuchnęło tam wilgotną ziemią i grzybami, później dołączył jeszcze zapach siarki.
***
Po około czterdziestu minutach bezowocnych poszukiwań znaleźliśmy wielką grotę oświetloną jednym, wielkim ogniskiem z lewej strony. Po chwili ujrzałem głowę wielkiego, brązowo-czerwonego smoka, a później resztę jego ciała. Ziewnął głośno i ujrzał nas. Prychnął tylko i położył się przy ognisku...
< Charlotte? Zdecyduj co będzie się dalej działo... >
środa, 24 czerwca 2015
Od Charlotte CD Will
-Przecież go tu nie zostawimy...- mruknęłam.
-Czemu nie?- Will spojrzał na mnie świecącymi oczami.
Spojrzałam na chłopaka, rozważając wszystkie za i przeciw. Zaczęłam go ciągnąć na bok, mówiąc Jormundowi, że za momencik wrócimy. Zatrzymaliśmy się kilka metrów dalej.
-Udawaj, że cię brzuch boli- powiedziałam.
-Że co?- zdziwił się czarnowłosy.
W tym momencie w naszą stronę zaczął iść troll, krzycząc coś o lakierze na swoich paznokciach. Szybko uderzyłam Willa w brzuch, tak by Jormund nie widział. Chłopak lekko się zgiął, a ja zaczęłam iść w stronę naszego przyjaciela.
-Will nie czuje się najlepiej- wyjaśniłam- Musisz wrócić do babci i przynieść mu trochę ziół.
-Nie! Nie wrócę do tej wiedźmy!- krzyknął wystraszony.
-Nie zrobisz tego dla przyjaciela?- zapytałam smutnym tonem- Wiesz. Poszłabym sama, ale jeszcze muszę nakarmić te lisy śnieżne, które czekają na nas na tej drodze.
-Li-lisy?!- krzyknął jeszcze głośniej- Niedługo wrócę!
Troll zaczął szybko "biec" w stronę miasta, a ja podeszłam do Willa.
<Will?>
-Czemu nie?- Will spojrzał na mnie świecącymi oczami.
Spojrzałam na chłopaka, rozważając wszystkie za i przeciw. Zaczęłam go ciągnąć na bok, mówiąc Jormundowi, że za momencik wrócimy. Zatrzymaliśmy się kilka metrów dalej.
-Udawaj, że cię brzuch boli- powiedziałam.
-Że co?- zdziwił się czarnowłosy.
W tym momencie w naszą stronę zaczął iść troll, krzycząc coś o lakierze na swoich paznokciach. Szybko uderzyłam Willa w brzuch, tak by Jormund nie widział. Chłopak lekko się zgiął, a ja zaczęłam iść w stronę naszego przyjaciela.
-Will nie czuje się najlepiej- wyjaśniłam- Musisz wrócić do babci i przynieść mu trochę ziół.
-Nie! Nie wrócę do tej wiedźmy!- krzyknął wystraszony.
-Nie zrobisz tego dla przyjaciela?- zapytałam smutnym tonem- Wiesz. Poszłabym sama, ale jeszcze muszę nakarmić te lisy śnieżne, które czekają na nas na tej drodze.
-Li-lisy?!- krzyknął jeszcze głośniej- Niedługo wrócę!
Troll zaczął szybko "biec" w stronę miasta, a ja podeszłam do Willa.
<Will?>
niedziela, 21 czerwca 2015
Od Willa CD Charlotte
Nim się spostrzegłem leżałem pod wielkim trollem. Mruknąłem pod nim:
- Znowu?
Jormund szybko się pozbierał, a ja wstałem i otrzepałem ubrania z ziemi. Zapytałem:
- Dlaczego uciekasz od babci, przecież tak się zastrzegałeś, że chcesz tam zostać?
- Och! Jak się cieszę, że was dogoniłem!... Ta szalona baba już zeswatała mnie z jakimś zmiennokształtnym! I zaplanowała mi życie! Nie zamierzam tutaj zostać! Jeszcze mam pomalowane paznokcie i nie mogę normalnie biec.
- Nigdy nie mogłeś normalnie biec...- szepnąłem do siebie. Dodałem głośniej- To co teraz zamierzasz zrobić?
- Noooo iść z wami. - zrobił zamyśloną minę.
- Nie, nie, nie, nie idziesz z nami.
- Owszem idę.
- Nie, nie idziesz
- Idę.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie, nie, nie, nie oraz nie.
- Tak, tak, tak, ta....
- Koniec!!! - Przerwała naszą dyskusję Charlotte.
- To co chcesz zrobić? - Zapytałem.- Ma iść z nami?
< Charlotte? >
- Znowu?
Jormund szybko się pozbierał, a ja wstałem i otrzepałem ubrania z ziemi. Zapytałem:
- Dlaczego uciekasz od babci, przecież tak się zastrzegałeś, że chcesz tam zostać?
- Och! Jak się cieszę, że was dogoniłem!... Ta szalona baba już zeswatała mnie z jakimś zmiennokształtnym! I zaplanowała mi życie! Nie zamierzam tutaj zostać! Jeszcze mam pomalowane paznokcie i nie mogę normalnie biec.
- Nigdy nie mogłeś normalnie biec...- szepnąłem do siebie. Dodałem głośniej- To co teraz zamierzasz zrobić?
- Noooo iść z wami. - zrobił zamyśloną minę.
- Nie, nie, nie, nie idziesz z nami.
- Owszem idę.
- Nie, nie idziesz
- Idę.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie, nie, nie, nie oraz nie.
- Tak, tak, tak, ta....
- Koniec!!! - Przerwała naszą dyskusję Charlotte.
- To co chcesz zrobić? - Zapytałem.- Ma iść z nami?
< Charlotte? >
Od Charlotte CD Will
-Babcia chyba serio go polubiła- powiedziałam i sięgnęłam po kanapkę- Jak dla mnie może tu zostać. Może wreszcie się od nas odczepi.
-Niby tak, ale to już lekka przesada. W którymś momencie ta kobieta tak go rozpieści, że wejdzie jej on na głowę i to my będziemy musieli coś z tym zrobić- stwierdził Will.
Wzruszyłam ramionami, jednocześnie jedząc kanapkę. Gdy oboje skończyliśmy jeść, wróciliśmy do pokoju, w którym siedział Jormund wraz z babcią. Staruszka opowiadała mu właśnie o swoich planach dotyczących właśnie jego. Spojrzeliśmy z czarnowłosym po sobie. Zapytaliśmy jeszcze raz trolla, czy na pewno chce tu zostać. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że zdania nie zmieni. Po zapoznaniu się z decyzją kompana, pożegnaliśmy się z nimi, po czym wyszliśmy. W drodze powrotnej zastanawialiśmy się co też babcia ciekawego wymyśli dla Jormunda. W którymś momencie usłyszeliśmy głośne krzyki. Odwróciliśmy się, rozpoznając po głosie trolla.
-Will! Lottie! Przyjaciele! Czekajcie!- wołała, biegnąc dziwnym sposobem w naszą stronę.
-A tego co znów naszło?- zapytałam.
<Will?>
-Niby tak, ale to już lekka przesada. W którymś momencie ta kobieta tak go rozpieści, że wejdzie jej on na głowę i to my będziemy musieli coś z tym zrobić- stwierdził Will.
Wzruszyłam ramionami, jednocześnie jedząc kanapkę. Gdy oboje skończyliśmy jeść, wróciliśmy do pokoju, w którym siedział Jormund wraz z babcią. Staruszka opowiadała mu właśnie o swoich planach dotyczących właśnie jego. Spojrzeliśmy z czarnowłosym po sobie. Zapytaliśmy jeszcze raz trolla, czy na pewno chce tu zostać. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że zdania nie zmieni. Po zapoznaniu się z decyzją kompana, pożegnaliśmy się z nimi, po czym wyszliśmy. W drodze powrotnej zastanawialiśmy się co też babcia ciekawego wymyśli dla Jormunda. W którymś momencie usłyszeliśmy głośne krzyki. Odwróciliśmy się, rozpoznając po głosie trolla.
-Will! Lottie! Przyjaciele! Czekajcie!- wołała, biegnąc dziwnym sposobem w naszą stronę.
-A tego co znów naszło?- zapytałam.
<Will?>
niedziela, 31 maja 2015
Od Willa CD Charlotte
Stałem koło Charlotte i patrzyłem w osłupieniu na Jormunda, spostrzegłem, że między palcami u stóp miał tak jakby waciki, czy coś podobnego, nie wiedziałem jak to się nazywa. Paznokcie były obcięte, przypiłowane i pomalowane bezbarwnym lakierem. Dostrzegłem, że był wykąpany i nawet uczesany co chyba było nie możliwe, przecież on tam nic nie miał. Zacząłem się śmiać, jednak szybko skończyłem. Troll patrzył na mnie z wyższością i powiedział:
- Nigdzie się nie wybieram, nic mnie stąd nie wyciągnie.
- Naprawdę, nic? - Zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Tak, naprawdę nic. - Zapadła cisza, którą przerwałem, czując głód. Oznajmiłem:
- Pójdę zrobić jedzenie dla mnie i dla Charlotte... Lottie idziesz ze mną?
Kiwnęła głową i ruszyła pierwsza. Ponownie byliśmy w zielonkawej kuchni. Wyciągnąłem chleb i składniki do niego. Posmarowałem pieczywo i nałożyłem na niego szynkę, ser, sałatę i trochę innych rzeczy. Nie chciało mi się gotować niczego specjalnego, byłem zmęczony. Postawiłem przed dziewczyną jedzenie i zasiadłem na przeciwko jej. Zapytałem:
- Widziałaś jak on wygląda? Jest wykąpany, pachnący i pomalowany...
< Charlotte? >
- Nigdzie się nie wybieram, nic mnie stąd nie wyciągnie.
- Naprawdę, nic? - Zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Tak, naprawdę nic. - Zapadła cisza, którą przerwałem, czując głód. Oznajmiłem:
- Pójdę zrobić jedzenie dla mnie i dla Charlotte... Lottie idziesz ze mną?
Kiwnęła głową i ruszyła pierwsza. Ponownie byliśmy w zielonkawej kuchni. Wyciągnąłem chleb i składniki do niego. Posmarowałem pieczywo i nałożyłem na niego szynkę, ser, sałatę i trochę innych rzeczy. Nie chciało mi się gotować niczego specjalnego, byłem zmęczony. Postawiłem przed dziewczyną jedzenie i zasiadłem na przeciwko jej. Zapytałem:
- Widziałaś jak on wygląda? Jest wykąpany, pachnący i pomalowany...
< Charlotte? >
czwartek, 14 maja 2015
Od Willa CD Charlotte
Zaśmiałem się i powiedziałem:
- Taaak, to dobry pomysł.- Wcale nie!! Sam se idź tam i niech ciebie zjedzą. Ja nie chcę zostać karmą dla psów!- Powiedział głos znikąd, lecz był znajomy. Po chwili domyśliłem się, że był to Vincent.
- No trudno...- Odezwała się Charles z lekkim uśmiechem na twarzy. Zapewne od dawna chciała się na nim zemścić.
- Żadne "no trudno"! Wolę tutaj zostać.- Kości próbowały zebrać się w całość i szło im nawet dobrze. Jak było widać nie pierwszy raz zdarzyło mu się rozpaść na kawałki. Części szkieletu zaczęły zbliżać się do siebie i próbowały ułożyć stabilną konstrukcję, jednak Ann bez słowa przerwała to. Po dłuższej przerwie powiedziałem:
- Nie, nie, chciałeś się za wszelką cenę się stąd wydostać.
- To zmieniam zdanie! Wolę tu zostać.
- O ho ho! Nie ma tak łatwo. - Powiedziała Ann. Szkielet próbował się pozbierać, ale kobieta zebrała jego części i wsadziła je do torby. Charles uśmiechnęła się i wskazała nam wyjście ruchem dłoni. Wzruszyłem ramionami i czekałem na Charlotte, która dalej zbierała strony księgi. Ruszyłem by jej pomóc. Chciałem podnieść kupkę kartek, lecz one zwiały i poleciały na drugi koniec pomieszczenia. Wzdychnąłem i pobiegłem za kartkami, goniłem je dość długo, niestety nie złapałem wszystkich. Trzymając mocno strony, opadłem na ziemię. Rozejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że wyglądało to komicznie i głupio...
< Charlotte? Wybacz, że krótkie, ale nie miałam pomysłu, jak zwykle ostatnio :'(((( >
poniedziałek, 11 maja 2015
Od Charlotte CD Will
Spojrzałam ja Willa. Widać było, że w jakiś sposób podobała mu się ta sytuacja.
-Zostawiam go tobie- powiedziałam i zaczęłam zbierać porozrzucane kartki, które na pewno nam się jeszcze przydadzą.
W międzyczasie, gdy ja zbierałam papier, Will uspokoił Vincenta. Kościotrup leżał na ziemi w wielu kawałkach.
-Chyba trochę przesadziłeś...- odezwała się Charles- Ale to bardzo dobrze. Co teraz z nim zrobicie?
Wraz z chłopakiem spojrzeliśmy po sobie. Oboje nie mieliśmy pojęcia co można zrobić z rozwalonym trupem.
-Jeśli nie macie pojęcia, to ja coś zaproponuję- uśmiechnęła się kobieta- Nieopodal lasu znajduje się gospodarstwo. Zajmuje się nim jedynie stary farmer, który nie daje już sobie rady. Vince mógłby pomóc mu karmić kury. A! Wspominałam, że farmer ma sporo psów?
<Will?>
-Zostawiam go tobie- powiedziałam i zaczęłam zbierać porozrzucane kartki, które na pewno nam się jeszcze przydadzą.
W międzyczasie, gdy ja zbierałam papier, Will uspokoił Vincenta. Kościotrup leżał na ziemi w wielu kawałkach.
-Chyba trochę przesadziłeś...- odezwała się Charles- Ale to bardzo dobrze. Co teraz z nim zrobicie?
Wraz z chłopakiem spojrzeliśmy po sobie. Oboje nie mieliśmy pojęcia co można zrobić z rozwalonym trupem.
-Jeśli nie macie pojęcia, to ja coś zaproponuję- uśmiechnęła się kobieta- Nieopodal lasu znajduje się gospodarstwo. Zajmuje się nim jedynie stary farmer, który nie daje już sobie rady. Vince mógłby pomóc mu karmić kury. A! Wspominałam, że farmer ma sporo psów?
<Will?>
środa, 29 kwietnia 2015
Od Willa CD Charlotte
Nie zwracałem najmniejszej uwagi na kłótnie za plecami. Przejrzałem księgę, której treść potwierdziła słowa kobiety. Obróciłem się na pięcie, nadal trzymając księgę jak zawodowy filozof. Oznajmiłem:
- A więc tak, Charles ma rację... Vincent jak nie wierzysz tu masz księgę.- Wyciągnąłem ręce z książką w jego stronę, ale on strącił ją na ziemię. Zżółkniałe kartki poleciały we wszystkie strony, rozwiane przez wiatr. Złapałem wszystkie, które potrafiłem. Słyszałem jak szkielet wydziera się na Ann:
- A więc ich też omotałaś?! Przekonajmy się czy jak ciebie zabije to coś zmieni, najwyżej pomęczę się jeszcze trochę.- Kościotrup wyrwał sobie kolejne żebro i zamachnął się na kobietę, lecz ona odepchnęła atak. Kości Vinca klekotały głośno, zostawiając po sobie nie przyjemne trzaski. Spojrzałem na Charlotte i odpaliłem płomyk. Brakowało mi tego...
< Charlotte? >
- A więc tak, Charles ma rację... Vincent jak nie wierzysz tu masz księgę.- Wyciągnąłem ręce z książką w jego stronę, ale on strącił ją na ziemię. Zżółkniałe kartki poleciały we wszystkie strony, rozwiane przez wiatr. Złapałem wszystkie, które potrafiłem. Słyszałem jak szkielet wydziera się na Ann:
- A więc ich też omotałaś?! Przekonajmy się czy jak ciebie zabije to coś zmieni, najwyżej pomęczę się jeszcze trochę.- Kościotrup wyrwał sobie kolejne żebro i zamachnął się na kobietę, lecz ona odepchnęła atak. Kości Vinca klekotały głośno, zostawiając po sobie nie przyjemne trzaski. Spojrzałem na Charlotte i odpaliłem płomyk. Brakowało mi tego...
< Charlotte? >
niedziela, 26 kwietnia 2015
Od Charlotte CD Will
-Niestety nie. Nadal nie wiemy kto rzucił zaklęcie- odpowiedziałam trupowi.
-Jak to nie wiecie?! Przecież mówiłem wam, że to jej sprawka! Musicie wyciągnąć z niej prawdę!- zdenerwował się Vincent.
-Uwierz mi. Ja też bym chciałam wyjaśnić to wszystko- mruknęłam.
Wszyscy chwilę zastanawialiśmy się nad wyjściem z tej sytuacji. Jedna strona medalu to szaleniec, a druga to morderczyni. I komu tu wierzyć? Podczas tej burzy mózgów Will podszedł do stół, na którym leżała otwarta książka. Chciałam iść za chłopakiem, jednak byli kochankowie zaczęli się kłócić.
-To wszystko twoja wina! Gdybyś tylko mnie nie zabijała nie byłoby całej tej sytuacji!- wrzeszczał Vince.
-Moja?- zapytała spokojnie kobieta- To ty zabiłeś moją siostrę i całą resztę!
-Taki tam szczegół...- odpowiedział bez przejęcia.
Podczas gdy oni kontynuowali kłótnie ja podeszłam do Willa.
-Co tam masz?- zapytałam, zerkając na książkę przez ramię chłopaka.
-Coś bardzo ciekawego. Zobacz sama- czarnowłosy odsunął się nieco.
Zaczęłam czytać zapiski. Był to dziennik tego pokręconego szkieletu. Znajdowały się w nim wszystkie zapiski dotyczące eksperymentów, oraz odpowiedz na naszą zagadkę. Okazała się, że to sam Vincent wzniósł to zaklęcie, by po śmierci kontynuować swoje dzieło. Nie przewidział jednak efektów ubocznych, czyli uwięzienia w tym pokoju i częściowa amnezja. Wręcz wyśmienicie. Teraz trzeba tylko powiadomić naszych zakochanych o odkryciu Willa.
<Will?>
-Jak to nie wiecie?! Przecież mówiłem wam, że to jej sprawka! Musicie wyciągnąć z niej prawdę!- zdenerwował się Vincent.
-Uwierz mi. Ja też bym chciałam wyjaśnić to wszystko- mruknęłam.
Wszyscy chwilę zastanawialiśmy się nad wyjściem z tej sytuacji. Jedna strona medalu to szaleniec, a druga to morderczyni. I komu tu wierzyć? Podczas tej burzy mózgów Will podszedł do stół, na którym leżała otwarta książka. Chciałam iść za chłopakiem, jednak byli kochankowie zaczęli się kłócić.
-To wszystko twoja wina! Gdybyś tylko mnie nie zabijała nie byłoby całej tej sytuacji!- wrzeszczał Vince.
-Moja?- zapytała spokojnie kobieta- To ty zabiłeś moją siostrę i całą resztę!
-Taki tam szczegół...- odpowiedział bez przejęcia.
Podczas gdy oni kontynuowali kłótnie ja podeszłam do Willa.
-Co tam masz?- zapytałam, zerkając na książkę przez ramię chłopaka.
-Coś bardzo ciekawego. Zobacz sama- czarnowłosy odsunął się nieco.
Zaczęłam czytać zapiski. Był to dziennik tego pokręconego szkieletu. Znajdowały się w nim wszystkie zapiski dotyczące eksperymentów, oraz odpowiedz na naszą zagadkę. Okazała się, że to sam Vincent wzniósł to zaklęcie, by po śmierci kontynuować swoje dzieło. Nie przewidział jednak efektów ubocznych, czyli uwięzienia w tym pokoju i częściowa amnezja. Wręcz wyśmienicie. Teraz trzeba tylko powiadomić naszych zakochanych o odkryciu Willa.
<Will?>
piątek, 24 kwietnia 2015
Od Willa CD Charlotte
Dziewczyna zaczęła odchodzić. Pobiegłem szybko za nią i powiedziałem:
- To chociaż nam opowiedz tą historię.
- Naprawdę jej nie znacie? - Zaśmiała się kpiąco- No tak, to cały Vincent. Nie opowie niczego co nie działa na jego korzyść. - Zapadła cisza, nikt nic nie mówił. Po chwili kobieta się odezwała- Dobrze, chodźcie do mojego domu.
Wzdrygnąłem się na tę myśl. Nie wiedziałem dlaczego, ale przeszły mnie ciarki. Dodała- Boicie się pójść do czyjegoś domu, a nie boicie się wziąć zadania od szalonego trupa? - W sumie miała rację, spojrzałem na Charlotte, nie specjalnie była tym zachwycona. Kiwnęła głową, poszedłem więc za Charlesem.
- Nie denerwuj się. Wiem, że to co zrobiłem było głupie, ale już nie odwrócę tego. - Kobieta wróciła z herbatą. Postawiła przed każdym i powiedziała:
-A więc tak,chcecie się dowiedzieć jak było naprawdę?
- Tak.- odpowiedziałem.
- To tak...
< Charlotte? >
- To chociaż nam opowiedz tą historię.
- Naprawdę jej nie znacie? - Zaśmiała się kpiąco- No tak, to cały Vincent. Nie opowie niczego co nie działa na jego korzyść. - Zapadła cisza, nikt nic nie mówił. Po chwili kobieta się odezwała- Dobrze, chodźcie do mojego domu.
Wzdrygnąłem się na tę myśl. Nie wiedziałem dlaczego, ale przeszły mnie ciarki. Dodała- Boicie się pójść do czyjegoś domu, a nie boicie się wziąć zadania od szalonego trupa? - W sumie miała rację, spojrzałem na Charlotte, nie specjalnie była tym zachwycona. Kiwnęła głową, poszedłem więc za Charlesem.
***
Po półgodzinie znaleźliśmy się przed domem. Budynek był mały, ale obok stała stadnina. Po lewej stronie znajdowały się grządki z warzywami i owocami. Na środku placu stała studnia. Przeszliśmy przez drzwi, kobieta wskazała na kanapę i ruszyła zapewne do kuchni. Charlotte zaczęła się rozglądać, powiedziałem:- Nie denerwuj się. Wiem, że to co zrobiłem było głupie, ale już nie odwrócę tego. - Kobieta wróciła z herbatą. Postawiła przed każdym i powiedziała:
-A więc tak,chcecie się dowiedzieć jak było naprawdę?
- Tak.- odpowiedziałem.
- To tak...
< Charlotte? >
Od Charlotte CD Will
Gdy Will pobiegł za dziewczyną, westchnęłam tylko i wolnym krokiem poszłam za nimi. Nigdzie mi się spieszyło, jednak czarnowłosy chyba poważnie potraktował zadanie od Vincea.
-Proszę,nie mówmy o nim..- usłyszałam głos dziewczyny, gdy wreszcie do nich dołączyłam.
-Wybacz, ale musimy wyjaśnić pewną sprawę - powiedział do kobiety Will- Vince chce być wolny czy coś takiego. Jest pewien, że to z twojej winy jest zamknięty w tamtym pomieszczeniu.
-W pomieszczeniu?- zdziwiła się blondynka- W jakim pomieszczeniu?
-W tym laboratorium - wyjaśniłam.
-Rozumiem... wybaczcie, ale nie mogę wam pomóc. Nic nie zrobiłam, choć tego żałuję- stwierdziła.
-Po za zabiciem go- sprostował Will.
-To wyłącznie jego wina. Zachciało mu się bawić w szalonego naukowca. Dlaczego ja zawsze na takich trafiam?- westchnęła.
Spojrzałam zdziwiona na Willa. Zaczęłam się zastanawiać, które z nich jest tym normalnym.
-Możecie spokojnie wrócić do Vincenta, ale najrozsądniej będzie go zignorować. W sumie zrobicie jak chcecie, ale ja nie mam zamiaru słuchać o problemach tego dziwaka- dziewczyna zaczęła się oddalać.
-Co robimy?- zapytałam Willa.
<Will?>
-Proszę,nie mówmy o nim..- usłyszałam głos dziewczyny, gdy wreszcie do nich dołączyłam.
-Wybacz, ale musimy wyjaśnić pewną sprawę - powiedział do kobiety Will- Vince chce być wolny czy coś takiego. Jest pewien, że to z twojej winy jest zamknięty w tamtym pomieszczeniu.
-W pomieszczeniu?- zdziwiła się blondynka- W jakim pomieszczeniu?
-W tym laboratorium - wyjaśniłam.
-Rozumiem... wybaczcie, ale nie mogę wam pomóc. Nic nie zrobiłam, choć tego żałuję- stwierdziła.
-Po za zabiciem go- sprostował Will.
-To wyłącznie jego wina. Zachciało mu się bawić w szalonego naukowca. Dlaczego ja zawsze na takich trafiam?- westchnęła.
Spojrzałam zdziwiona na Willa. Zaczęłam się zastanawiać, które z nich jest tym normalnym.
-Możecie spokojnie wrócić do Vincenta, ale najrozsądniej będzie go zignorować. W sumie zrobicie jak chcecie, ale ja nie mam zamiaru słuchać o problemach tego dziwaka- dziewczyna zaczęła się oddalać.
-Co robimy?- zapytałam Willa.
<Will?>
Od Willa CD Charlotte
Wyszliśmy z karczmy, Charlotte popchnęła mnie w zaułek i wbiła kły w moją szyję. Poczułem na własnej skórze jaka była głodna. Momentalnie oderwała się od szyji i poszła przed siebie jakby nigdy nic. Po chwili straty świadomości ruszyłem za nią. Po chwili znaleźliśmy się w bramie miasta. Zaczęliśmy się zastanawiać gdzie może być ta kobieta. Poszedłem więc przed siebie wypatrując śladów blondynki. Po około godzinie, gdy straciliśmy nadzieję ujrzałem blond kosmyki na krzewach. Zacząłem się rozglądać, nagle dojrzałem czarny płaszcz i jasne, długie włosy. Pobiegłem szybko za nią. Dogoniłem ją dopiero na polanie, odwróciła się w pół obrocie. Spojrzała na mnie zdziwiona, powiedziałem:
- Witam. Jestem Will, a ty zapewne kojarzysz Vincenta, prawda?
- No niestety...
- Czy mógłbym wiedzieć jak się nazywasz?
- Ann Charles, ale wszyscy mówią na mnie Charles.
- Mhm... A więc Vincent...
- Proszę nie mówmy o nim...
< Charlotte? Tak zostawiam ciebie w tym momencie >
- Witam. Jestem Will, a ty zapewne kojarzysz Vincenta, prawda?
- No niestety...
- Czy mógłbym wiedzieć jak się nazywasz?
- Ann Charles, ale wszyscy mówią na mnie Charles.
- Mhm... A więc Vincent...
- Proszę nie mówmy o nim...
< Charlotte? Tak zostawiam ciebie w tym momencie >
Od Charlotte CD Will
-Ten facet jest dziwny- stwierdziłam- A ta jego historia brzmi jeszcze dziwniej. Bo przecież co on mógł takiego robić, że ta dziewczyna aż tak się wkurzyła?
-Nie mam pojęcia. Pewnie się tego od niej dowiemy- powiedział Will i zaczął jeść swoje zamówienie.
Spojrzałam na niego i westchnęłam. Obstawiałam, że zrozumie to moje "Jestem głodna", ale najwidoczniej zapomniał o mojej diecie. Co jakiś czas popijałam herbatę, by choć trochę zagłuszyć głód. Odczekałam aż chłopak spokojnie zje, po czym jak najszybciej wyciągnęłam go na zewnątrz. Zaciągnęłam go w najbliższy zaułek. Momentalnie przyczepiłam się do zdziwionego chłopaka. Staliśmy tak dłuższą chwilę, o dziwo nie zwracając niczyjej uwagi.
-No. To teraz możemy iść- powiedziałam zaraz po odczepieniu się do Willa.
Nie czekając na odpowiedz czarnowłosego skierowałam się do wyjścia z miasta. Chłopak powoli ruszył za mną. Gdy po kilku minutach byliśmy już przy wyjściu na las.zagadałam do chłopaka:
-Co tak właściwie mamy zamiar zrobić z tą dziewczyną?
-Najłatwiej będzie poprosić, by wypuściła tego trupa. Ale ostatecznie chyba pomyślimy o tym jak ją znajdziemy- stwierdził Will.
Powoli weszliśmy do zaśnieżonego lasu. Zastanawiałam się, kto normalny chodzi w zimę po lesie. Oby ta dziewczyna nie okazała się kolejną wariatką.
<Will?>
-Nie mam pojęcia. Pewnie się tego od niej dowiemy- powiedział Will i zaczął jeść swoje zamówienie.
Spojrzałam na niego i westchnęłam. Obstawiałam, że zrozumie to moje "Jestem głodna", ale najwidoczniej zapomniał o mojej diecie. Co jakiś czas popijałam herbatę, by choć trochę zagłuszyć głód. Odczekałam aż chłopak spokojnie zje, po czym jak najszybciej wyciągnęłam go na zewnątrz. Zaciągnęłam go w najbliższy zaułek. Momentalnie przyczepiłam się do zdziwionego chłopaka. Staliśmy tak dłuższą chwilę, o dziwo nie zwracając niczyjej uwagi.
-No. To teraz możemy iść- powiedziałam zaraz po odczepieniu się do Willa.
Nie czekając na odpowiedz czarnowłosego skierowałam się do wyjścia z miasta. Chłopak powoli ruszył za mną. Gdy po kilku minutach byliśmy już przy wyjściu na las.zagadałam do chłopaka:
-Co tak właściwie mamy zamiar zrobić z tą dziewczyną?
-Najłatwiej będzie poprosić, by wypuściła tego trupa. Ale ostatecznie chyba pomyślimy o tym jak ją znajdziemy- stwierdził Will.
Powoli weszliśmy do zaśnieżonego lasu. Zastanawiałam się, kto normalny chodzi w zimę po lesie. Oby ta dziewczyna nie okazała się kolejną wariatką.
<Will?>
wtorek, 21 kwietnia 2015
Od Willa CD Charlotte
Staliśmy na środku ulicy, popychani przez przechodniów. Powiedziałem głośno, próbując przebić się przez tłum, lecz dziewczyna nie usłyszała:
- To chodźmy coś zjeść!!
Odetchnąłem zrezygnowany, załapałem ją za nadgarstek i zaciągnąłem w stronę mojej ulubionej tawerny. Nie była duża, dwu piętrowa i z średniej wielkości, utrzymanymi w jednolitych kolorach pokojach. Zasiedliśmy w rogu sali, tak by nikt nie chciał nas zaczepiać. Zamówiłem jajko sadzone z tostami i sokiem pomarańczowym, a Charlotte zamówiła herbatę. Gdy skończyliśmy jeść zapytałem:
- To co, idziemy wypełnić nasze zadanie?
- Musimy...
- Ja jestem strasznie ciekawy o co w tym chodzi. A ty co sądzisz na ten temat?
< Charlotte? Brak pomysłu na rozwinięcie :( >
- To chodźmy coś zjeść!!
Odetchnąłem zrezygnowany, załapałem ją za nadgarstek i zaciągnąłem w stronę mojej ulubionej tawerny. Nie była duża, dwu piętrowa i z średniej wielkości, utrzymanymi w jednolitych kolorach pokojach. Zasiedliśmy w rogu sali, tak by nikt nie chciał nas zaczepiać. Zamówiłem jajko sadzone z tostami i sokiem pomarańczowym, a Charlotte zamówiła herbatę. Gdy skończyliśmy jeść zapytałem:
- To co, idziemy wypełnić nasze zadanie?
- Musimy...
- Ja jestem strasznie ciekawy o co w tym chodzi. A ty co sądzisz na ten temat?
< Charlotte? Brak pomysłu na rozwinięcie :( >
niedziela, 19 kwietnia 2015
Od Charlotte CD Will
-Coś w zamian?!- krzyknął martwy mag- Co ja niby mogę wam zaproponować?
-Kombinuj jeśli chcesz naszej pomocy- odpowiedział czarnowłosy chłopak.
Vince zaklął pod nosem i skierował się do dużego, starego kufra. Otworzył ją i zaczął wyrzucać za siebie jej zawartość, czyli różne książki, zwoje i... coś co przypominało martwego kota.
-Jak widzicie nie mam niczego co mogłoby was zainteresować- westchnął zawiedziony trup- Już wiem! Dostaniecie ciasteczka mojej własnej roboty. Gdzieś tu... o są! O nie! Zalęgły się w nich pająki.
-Spokojnie. Will wręcz kocha takie rzeczy- stwierdziłam i z uśmiechem spojrzałam na chłopaka.
-Czyli postanowione! Jeśli dobrze się spiszecie dostaniecie też żeberka. Wiedźmę spotkacie gdzieś w lesie. Tak... ona kocha takie miejsca. Powinna teraz być kobietą nieco po dwudziestce o blond włosach. Wszędzie chodziła z fletem. Do dziś nie wiem po co on jej był- mężczyzna chyba zaczął się nad tym zastanawiać- Mniejsza o to. Idźcie już. Chcę jak najszybciej się stąd wydostać. I pamiętajcie. Jeśli zawiedziecie zginiecie. Już ja o to zadbam.
Dawnym mag dosłownie w jednej chwili wypchnął nas z pomieszczenia.
-Naprawdę mamy zamiar to zrobić?- zapytałam Willa.
-Chyba tak...
Weszliśmy między tłum ludzi i chwilę szliśmy w ciszy.
-Will.... jestem głodna- spojrzałam na chłopaka oczami szczenięcia.
<Will?>
-Kombinuj jeśli chcesz naszej pomocy- odpowiedział czarnowłosy chłopak.
Vince zaklął pod nosem i skierował się do dużego, starego kufra. Otworzył ją i zaczął wyrzucać za siebie jej zawartość, czyli różne książki, zwoje i... coś co przypominało martwego kota.
-Jak widzicie nie mam niczego co mogłoby was zainteresować- westchnął zawiedziony trup- Już wiem! Dostaniecie ciasteczka mojej własnej roboty. Gdzieś tu... o są! O nie! Zalęgły się w nich pająki.
-Spokojnie. Will wręcz kocha takie rzeczy- stwierdziłam i z uśmiechem spojrzałam na chłopaka.
-Czyli postanowione! Jeśli dobrze się spiszecie dostaniecie też żeberka. Wiedźmę spotkacie gdzieś w lesie. Tak... ona kocha takie miejsca. Powinna teraz być kobietą nieco po dwudziestce o blond włosach. Wszędzie chodziła z fletem. Do dziś nie wiem po co on jej był- mężczyzna chyba zaczął się nad tym zastanawiać- Mniejsza o to. Idźcie już. Chcę jak najszybciej się stąd wydostać. I pamiętajcie. Jeśli zawiedziecie zginiecie. Już ja o to zadbam.
Dawnym mag dosłownie w jednej chwili wypchnął nas z pomieszczenia.
-Naprawdę mamy zamiar to zrobić?- zapytałam Willa.
-Chyba tak...
Weszliśmy między tłum ludzi i chwilę szliśmy w ciszy.
-Will.... jestem głodna- spojrzałam na chłopaka oczami szczenięcia.
<Will?>
Od Willa CD Charlotte
Wysłuchiwałem narzekań truposza. Już ocknąłem się po pierwszym szoku i nie bałem się go, spojrzałem na Charlotte z uśmieszkiem. Dziewczyna błagała wzrokiem byśmy stamtąd wyszli. Wypełniłem prośbę białowłosej, wstałem i podałem jej dłoń, którą szybko chwyciła. Poszedłem w stronę drzwi, ale usłyszałem dźwięk rozklekotanych kości, spojrzałem w stronę, z której dochodził ten hałas. Okazało się, że trup szedł w naszą stronę, przy okazji tracąc kilka żeber. Skojarzyło mi się to z jaką książką o tematyce horrorowej, ale nie chciałem zastanawiać się w tamtej chwili nad książką. Nie postrzeżenie drzwi się zamknęły, a Vince stanął przed nami i oznajmił:
- Nie wyjdziecie stąd jeśli mi nie pomożecie... Jeśli jednak was wypuszczę i wy nie dotrzymacie danego mi słowa zginiecie w mękach... Więc jak?
Patrzyliśmy na niego zdziwieni. Nie chcieliśmy tutaj zostać. Dziewczyna spojrzała na mnie, a ja na nią. Nasza wymiana spojrzeń skończyła się na tym, że podjęliśmy decyzję. Odpowiedziałem:
- Dobrze zrobimy to, ale potrzebujemy więcej informacji i coś w zamian.
< Charlotte, pomysły na nagrodę? >
- Nie wyjdziecie stąd jeśli mi nie pomożecie... Jeśli jednak was wypuszczę i wy nie dotrzymacie danego mi słowa zginiecie w mękach... Więc jak?
Patrzyliśmy na niego zdziwieni. Nie chcieliśmy tutaj zostać. Dziewczyna spojrzała na mnie, a ja na nią. Nasza wymiana spojrzeń skończyła się na tym, że podjęliśmy decyzję. Odpowiedziałem:
- Dobrze zrobimy to, ale potrzebujemy więcej informacji i coś w zamian.
< Charlotte, pomysły na nagrodę? >
sobota, 18 kwietnia 2015
Od Charlotte CD Will
Zaczęłam chichotać.
-To nie było zbyt miłe młodzieńcze...- usłyszeliśmy nagle nieznajomy głos.
Spojrzeliśmy w stronę drzwi, lecz nikogo tam nie było. Ku naszemu zdziwieniu szkielet zaczął się podnosić.
-Widzisz to co ja...?- zapytałam niepewnie chłopaka, który w odpowiedzi pokiwał potakująco głową.
Trup wstał i otrzepał się jakby nigdy nic, a następnie dokładnie nam się przyjrzał. Powoli do nas podszedł.
-Jesteście pierwszymi żywimy istotami jakie widzę tu od bardzo dawna- powiedział bezbarwnym tonem.
-Will chodźmy stąd- szepnęłam do chłopaka.
-Młoda damo, nie wypada wychodzić już na początku rozmowy- oburzył się szkielet i skrzyżował ręce na piersiach, albo raczej na kościach- Dobrze się składa, że tu przyszliście. Pomożecie mi. Musicie...
-Chwila moment!- przerwałam trupowi- Kim ty w ogóle jesteś?
-Jestem Vince i kilka lat temu zostałem tu zamordowany- przedstawił się- Mojej partnerce, a raczej dawnej kochance nagle odbiło! Byłem szanowanym magiem, który miał całe życie przed sobą. Prowadziłem tu badania w tajemnicy przed wszystkimi, lecz w pewnym momencie Charles się o nich dowiedziała. Nie pochwalała tego co robię, więc pewnie stwierdziła, że wygodniej będzie mnie zabić niż przekonać do zaprzestania badań. Jak się okazało jednak żyję. Problem w tym, że z jakiegoś powodu nie mogę opuścić tego miejsca! Musicie mi pomóc i znaleźć tą wiedźmę! To na pewno jej sprawka!
Zdziwiona, a raczej zszokowana spojrzałam na Willa z miną "Błagam, chodźmy stąd".
<Will?>
-To nie było zbyt miłe młodzieńcze...- usłyszeliśmy nagle nieznajomy głos.
Spojrzeliśmy w stronę drzwi, lecz nikogo tam nie było. Ku naszemu zdziwieniu szkielet zaczął się podnosić.
-Widzisz to co ja...?- zapytałam niepewnie chłopaka, który w odpowiedzi pokiwał potakująco głową.
Trup wstał i otrzepał się jakby nigdy nic, a następnie dokładnie nam się przyjrzał. Powoli do nas podszedł.
-Jesteście pierwszymi żywimy istotami jakie widzę tu od bardzo dawna- powiedział bezbarwnym tonem.
-Will chodźmy stąd- szepnęłam do chłopaka.
-Młoda damo, nie wypada wychodzić już na początku rozmowy- oburzył się szkielet i skrzyżował ręce na piersiach, albo raczej na kościach- Dobrze się składa, że tu przyszliście. Pomożecie mi. Musicie...
-Chwila moment!- przerwałam trupowi- Kim ty w ogóle jesteś?
-Jestem Vince i kilka lat temu zostałem tu zamordowany- przedstawił się- Mojej partnerce, a raczej dawnej kochance nagle odbiło! Byłem szanowanym magiem, który miał całe życie przed sobą. Prowadziłem tu badania w tajemnicy przed wszystkimi, lecz w pewnym momencie Charles się o nich dowiedziała. Nie pochwalała tego co robię, więc pewnie stwierdziła, że wygodniej będzie mnie zabić niż przekonać do zaprzestania badań. Jak się okazało jednak żyję. Problem w tym, że z jakiegoś powodu nie mogę opuścić tego miejsca! Musicie mi pomóc i znaleźć tą wiedźmę! To na pewno jej sprawka!
Zdziwiona, a raczej zszokowana spojrzałam na Willa z miną "Błagam, chodźmy stąd".
<Will?>
Od Willa CD Charlotte
-Chyba będziemy musieli odwiedzić miasto. Herbata nam się skończyła- Dziewczyna wystartowała jak pocisk i poszła do pokoju, w którym siedziała starsza pani. Wstałem i zacząłem się rozglądać po kuchni. Szafki miały brązowo zielony kolor, tak jak cała kuchnia. Słyszałem dźwięk przytłumionej rozmowy. Po chwili wróciła Lottie, złapała mnie za nadgarstek i zaciągnęła mnie na podwórze. Poszliśmy po woli w stronę miasta, może trochę dłuższą drogą, niż tą, którą zwykle wracałem. Po krótkim czasie znaleźliśmy się w centrum miasteczka. Dziewczyna niepewnie rozglądała się po okolicy, zauważyła, że to spostrzegłem. Powiedziała:
-Muszę ci przyznać, że dawno mnie tu nie było i nie mam pojęcia, gdzie możemy kupić herbatę- Uśmiechnęła się miło.
-Nie musimy jej kupować. Możemy się zwyczajnie powłóczyć.- Sam nie wiedziałem dlaczego to powiedziałem, sam nigdy tego nie robiłem, ale może pasowało mi towarzystwo, które było bardzo miłe.
-Czemu nie. Chodź. Pokażę ci pewne miejsce.
Weszliśmy do niegdyś obrośniętego pomieszczenia, które teraz pokryte było białym śniegiem. Rozejrzałem się i wszedłem do środka. Charlotte weszła zaraz za mną. Śledziłem wzrokiem za każdym przedmiotem, za pękniętym kubkiem, za wyżartą przez korniki tarczę. Dziewczyna przetarła dłonią ławę pokrytą białym puchem i usiadła na niej. Ja usiadłem na ziemi i po chwili tego pożałowałem. Siedziałem oparty o nierówne szare cegły. Po chwili spojrzałem zaniepokojony w bok, był tam jakiś kształt, który przypominał mi człowieka. Podniosłem zdenerwowany dłoń i odgarnąłem puch pokrywający ten kształt. Niestety miałem rację, był to szkielet człowieka. Na ogół nie bałem się trupów i tak dalej, ale tak usiąść przy nim nie wiedząc o tym było trochę nieprzyjemne. Wstałem szybko i usiadłem koło białowłosej...
< Charlotte? >
-Muszę ci przyznać, że dawno mnie tu nie było i nie mam pojęcia, gdzie możemy kupić herbatę- Uśmiechnęła się miło.
-Nie musimy jej kupować. Możemy się zwyczajnie powłóczyć.- Sam nie wiedziałem dlaczego to powiedziałem, sam nigdy tego nie robiłem, ale może pasowało mi towarzystwo, które było bardzo miłe.
-Czemu nie. Chodź. Pokażę ci pewne miejsce.
Weszliśmy do niegdyś obrośniętego pomieszczenia, które teraz pokryte było białym śniegiem. Rozejrzałem się i wszedłem do środka. Charlotte weszła zaraz za mną. Śledziłem wzrokiem za każdym przedmiotem, za pękniętym kubkiem, za wyżartą przez korniki tarczę. Dziewczyna przetarła dłonią ławę pokrytą białym puchem i usiadła na niej. Ja usiadłem na ziemi i po chwili tego pożałowałem. Siedziałem oparty o nierówne szare cegły. Po chwili spojrzałem zaniepokojony w bok, był tam jakiś kształt, który przypominał mi człowieka. Podniosłem zdenerwowany dłoń i odgarnąłem puch pokrywający ten kształt. Niestety miałem rację, był to szkielet człowieka. Na ogół nie bałem się trupów i tak dalej, ale tak usiąść przy nim nie wiedząc o tym było trochę nieprzyjemne. Wstałem szybko i usiadłem koło białowłosej...
< Charlotte? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)