Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Azazela i Darkness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Azazela i Darkness. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Od Darkness CD Azazel

- Przepraszam.. cały czas się boję, że moi bracia znajdą mnie zanim zgrzeszę - szepnęłam między pocałunkami.
- Odpręż się, Dark... Czuję, że jesteś spięta - pogładził moje ramię i zaczął całować dekolt. Dotknął wargami miejsca, miedzy moimi piersiami i wrócił do szyi.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się, dotykając wargami mojego polika. Wsunął dłoń pod materiał sukienki i złapał moją pierś. Zacisnęłam pięści na koszuli chłopaka, kiedy palcami bawił się moim sutkiem. Zszedł z pocałunkami na moje ramię.
Zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Złapał mnie za ramiona i obrócił, tak, że byłam na nim, siedząc okrakiem na jego podbrzuszu. On trzymał moje biodra.
- Teraz ty, Dark - uśmiechnął się... wrednie.
Zarumieniłam się bardziej.
- Ale ja nie wiem... co mam robić? - zapytałam cicho.
- Wczuj się w to, Dark. Tak jak ja... - odparł.
Nachyliłam się nad nim i zaczęłam całować jego szyję. Jego skóra była taka miękka...
Uniosłam nieco pupę, a ręce rozstawiłam do obydwu stronach jego głowy. Po kilku sekundach, zjechałam na jego obojczyk i zaczęłam rozpinać jego koszulę. Oderwałam się wargami od chłopaka i zrzuciłam z niego górne odzienie, odsłaniając jego klatę i brzuch. Zaczęłam całować go jakbym była w transie, schodząc w dół. Dotarłam pod pępek i natrafiłam na pasek spodni. Otrzeźwiałam nieco i spojrzałam na Azazela. Miał przymknięte oczy. Oddychał szybko i nierówno. Ręce miał pod głową.
Przygryzłam skórę na jego kości miedniczej. Chłopak cicho jęknął i uśmiechnął się. Przejechałam językiem od jednej wystającej części kości miedniczej do drugiej. Usiadłam między jego nogami. Zauważyłam dziwną wypukłość na jego kroczu. On tak zawsze miał? 
Nie myśląc za dużo dźgnęłam to paznokciem, a potem złapałam całą dłonią. Ścisnęłam. Chłopak drgnął i jęknął.
- Darkness - zamruczał.
Złapał mnie za ramiona i pociągnął, tak, że znów byłam nad nim. Złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Jedną z dłoni położył na moich pośladkach, a drugą pogładził nagie udo i wsunął rękę w moje wilgotne majtki. 
- Aach... Azazel - jęknęłam.

Azazel?

Od Azazela CD Darkness

Zaśmiałem się cicho, chwytając dziewczynę za rękę. 
- Chodźmy - szepnąłem, pomagając jej wstać. Zapłaciłem i wyszliśmy na dwór. Słońce powoli zachodziło, zalewając okolicę pomarańczowym blaskiem. Dark wydawała mi się jakaś spięta. - Hej. Nie denerwuj się tak - pogłaskałem jej policzek. 
- Nie denerwuję się - zaprzeczyła, spoglądając na mnie. 
- Jak tam uważasz - wzruszyłem ramionami. -O czym był ten zakład z siostrą?
- Nie ważne. Potem ci opowiem - uśmiechnęła się lekko. Rozmawialiśmy, aż zawędrowaliśmy do parku.Słońce już zaszło i nastała noc. 
- Który jest dzisiaj? - Stanąłem nagle pod jedną z wielu latarni. 
- Chyba piętnasty. Czemu pytasz? - Zdziwiła się Darkness, marszcząc brwi.
- Chodź. Chcę ci coś pokazać - ruszyłem w stronę najbliższego drzewa. Było grube i stare. - Wejdę pierwszy, by ewentualnie ci pomóc - zacząłem się wspinać. Dark poradziła sobie bez większych problemów. Usiedliśmy na jednej gałęzi, wtuleni w siebie. Wolną ręką odgarnąłem liście, tworząc małe okienko. Już po kilku minutach, zaczęła spadając pierwsze meteoryty. - Pomyśl życzenie - szepnąłem, pochylając się nad nią. Dziewczyna zamknęła oczy. Objąłem ją, składając na jej ustach delikatny pocałunek. Otworzyła oczy. Odsunąłem się lekko, czekając na jej reakcję. Przybliżyła się, łącząc nasze wargi. Objąłem ją i przeniosłem nas do znajomego hotelu. Pokój był całkiem duży. Pod ścianą stała szafa i jakieś biurko. Na samym środku prezentowało się wielkie łóżko. Chwyciłem Dark na ręce, po czym przeniosłem na miękki materac. Zszedłem z pocałunkami na jej łabędzią szyję. Zamruczała cicho, wplatając palce w moje włosy. Moje ręce znalazły wiązanie od jej sukienki. Jednak zamiast je rozwiązać, zsunąłem dłonie na nagie plecy dziewczyny. Poczułem jak czyjeś palce rozpinają moją koszulę. 
- Nie tak szybko - zaśmiałem się, wracając do całowania miękkich warg. 



<Dark?>

Od Darkness CD Azazel

- Mówiłam ci. Ja nie pasuję w Niebie. Po tym jak ci to powiedziałam, rozmawiałam z moją siostrą. Ja naprawdę tu nie pasuję, mimo że kilkaset anielic chciało by być takie jak ja. ''Doskonałe''.
- Masz własny Fanclub?
- Pewnie więcej niż jeden - mruknęłam.
Azazel odchrząknął.
- Chcesz złamać szóste, prawda?
- Przegrałam zakład z siostrą. Tak. Złamię szóste - powiedziałam.
- Nie cudzołóż - przypomniał Azazel.
Spuściłam wzrok. 
- Nigdy nie zgrzeszyłam myślą, ani mową, ani uczynkiem, ani zaniedbaniem.
- Chcesz z kimś konkretnym zgrzeszyć?
- Przyszedłeś sam, więc nie zostawiłeś mi zbyt wielkiego wyboru. Azazel, pomożesz mi?
- W jaki sposób?
- Wychędożysz mnie. Oczywiście, to nie może być gwałt. Musi działać w dwie strony. Najpierw mnie uwiedziesz.
- Mówisz o takich rzeczach... chyba powoli zaczynasz niewinnie grzeszyć mową - uśmiechnął się nonszalancko.
Zarumieniłam się.
- Zgadzasz się, czy wołasz kolegę? - zapytałam.



Azazel?

Od Azazela Cd Darkness

Usiadłem z powrotem pod drzewem, gasząc fajkę. Zamyśliłem się, patrząc za odchodzącą dziewczyną. Które to było szóste? Cholera...Będę musiał się kogoś spytać. Powoli ruszyłem w stronę sądu. Za kilka minut miała się skończyć przerwa.
- Mich! - zawołałem brata, który akurat rozmawiał z jakimiś aniołami. 
- Czego chcesz? - mruknął, nawet na mnie nie patrząc.
- Jakie było szóste przykazanie? - Brwi Arch uniosły się wysoko do góry. 
- A co? Zamierzasz się nawrócić? - Zaśmiał się chłodno. - Nie cudzołóż. A teraz spadaj - zbył mnie ruchem ręki. 
- Nie zamierzam - uśmiechnąłem się szelmowsko. Dark naprawdę chciała... Hyh. Wróciliśmy na nudną salę sądową. Tym razem wygraliśmy sprawę, więc Lucyfer nie groził mi żadnymi nadgodzinami. Do siedemnastej wyrobiłem się z zwyczajową pracą i potem byłem wolny. Idealnie na spotkanie z Dark. Żeby było jakoś milej, kupiłem nawet kwiaty. Tym razem zwykłe, ziemskie róże. Usiadłem w kawiarni i czekałem. W końcu zobaczyłem białowłosą. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Miała na sobie ciemnoczerwoną sukienkę, bez ramiączek, wiązaną na karku. Włosy opadały białą kaskadą na nagie plecy. Kiedy tylko mnie zobaczyła, ruszyła w moją stronę. Kiedy tylko zrobiła krok, rozcięcie na boku, pokazało spory kawałek uda. Czarne obcasy stukały cicho w prawie pustej kawiarni. 
- Wyglądasz... łał... - Udało mi się tylko powiedzieć. Spojrzałem po sobie. Miałem na sobie to co zawsze czyli białą koszulę, marynarkę oraz jeansy. 
- Miło, że ci się podoba - powiedziała, siadając naprzeciwko mnie. Pochyliła się lekko, odsłaniając kawałek dekoltu. Prawie parsknąłem śmiechem. - Co?
- Nic. Po prostu jakoś mi nie pasujesz do tego stroju.Wyglądasz pięknie, ale - znowu oberwałem chłodnym spojrzeniem. Odchrząknąłem. - Mam coś dla ciebie - dałem jej róże. - Chcesz coś do picia?
- Możesz mi zamówić kawę. - Kiedy wróciłem z napojami, dziewczyna niepewnie bawiła się końcówkami włosów. 
- Jak tam kociak?- Spytałem. 
- Ma się dobrze. A pies?
-Szczeka przez całą noc, jeśli nie śpi w moim łóżku - przewróciłem oczami, siadając na swoim miejscu.
- Czy to boli? W sensie upadek...? - Spuściła spojrzenie na kubek kawy. 
- Szczerze? Nie wiem. Jednak wszyscy mówią, że tak. I to strasznie - chwyciłem jej dłoń i zacząłem gładzić kciukiem jej delikatną skórę.- Nie bój się.Po wszystkim są upadli, którzy w razie potrzeby się tobą zajmą. Na pewno tego chcesz?


<Dark?>

OD Darknessd Azazel

Wzięłam kociaka w ramiona. 
- Miau - miauknął cicho.
Miziałam futerko kociaka, a ten mruczał, choć nie wychodziło mu to. Raz głośniej, raz ciszek i nierówno. 
- No maluszku, chyba trafiłeś w dobre ręce - powiedział Azazel.
Na mojej twarzy pojawił się chwilowy uśmiech.
- Zrób to jeszcze raz.
- Co?
- Uśmiechnij się.
- Nie.
- Czemu?
- Czemu mam się uśmiechnąć?
- Do twarzy ci z tym, ślicznotko.
Zarumieniłam się.
- Uroczo - powiedział.
Zignorowałam te uwagę.
- Darkness...
- Tak? - spojrzałam na niego.
- Czemu patrzysz na mnie tak chłodno? Tak bardzo chcesz utrzymać swoją białą, nieskazitelną aurę?
Nie wiedziałam jakich argumentów użyć.
- Zastanawiałaś się czemu Bóg, gdy wypowiedział CIEMNOŚĆ pojawiłaś się ty?
- Bóg dając mi imię Darkness z góry obstawił, że upadne jako pierwsza. Moje imię jest przeciwieństwem imienia Lucyfera... Niosący światło - patrzyłam w przestrzeń. - Dlatego moją bliźniaczke nazwał Światło Dnia. Kolejne przeciwieństwo. Kolejny pretekst bym upadła. 
- Chciałaś mu dać do zrozumienia...
- Nie. Chciałam mu pokazać, że taka czarna owca jak ja potrafi się trzymać białego stada. Jedyna czarna owca, przez którą miały upaść kolejne. A co się stało? Biała owca pociągnęła za sobą białe, a ta jedyna czarna pozostała czysta. Ale ojciec dalej mnie traktuje jak COŚ noepotrzebnego w niebie. Nigdy nie czułam tej jego 'miłości' o której opowiadał Michael. Mojej siostrze i trzeciej najczystrzej chciał dać archanielstwo. Na mnie nawet nie spojrzał. Tamte ze względu na mnie postanowiły dalej trwać jako anioły.
- Dark...
- Az... - spojrzałam na niego, a włosy odsłoniły moją zapłakaną twarz. Zdziwiłam się w duszy, że użyłam skrótu jego imienia. - Jeśli to komukolwiek powtorzysz...
- Nikomu, Dark - przybliżył się.
- Nie...
- Sprawiasz, że moja siostrzyczka płacze, Azazel - powiedział z odrazą imię.
- Misiek - Az uśmiechnął się, mimo że arch trzymał miecz.
- Darkness. Odsuń się od niego.
- Pa, Az - powiedziałam cicho przenosząc się z kotem i Michaelem do nieba.


***


Bawiłam się z kociakiem. Tydzień minął od mojego calkowitego otwarcia się Azazelowi. Nikomu tego nie mówiłam, nawet Day.
Gdzieś w tle dzwonił mój telefon. Wstałam i podeszłam do szafki. Wzięłam z lady telefon i poczekałam aż skończy dzwonić. Sprawdziłam ilość nieodebranych. 86 od Az'a przez ten tydzień. Telefon zadzwonił ponownie. Usiadłam na łóżku i odebrałam.
- Darkness - powiedział z wyraźną ulgą.
- Azazel...
- Brzmisz słabo - powiedział.
- Od mojego wyznania czuję się okropnie. Jesteś w niebie, prawda?
- Tak. Przerwa w rozprawie. Chcę się z tobą spotkać.
Zetknęłam na Daylight, która odłożyła książkę, siedząc na swoim łóżku. Posłała mi słaby uśmiech. Posłałam jej spojrzenie 'nie chcę, boję się'
- Dasz radę - szepnęła.
Kiwnęłam głową.
- Zaraz będę. 
Rozlaczylam się.
- Wierzę w ciebie siostro - powiedziała Day.
Uśmiechnęłam się do niej.
- Będę tym kim miałam być. Które mam złamać, Day?
- Szóste. Będę odpowiednie.
Wyszłam, a raczej wybiegłam. Dotarłam do czyścca. Az siedzial z fajką w ustach pod martwym, białym drzewem.
- Azazel.
- Darkness - podszedł do mnie.
Wtuliłam się w niego, ale tylko po to by powiedzieć:
- Pomóż mi stać się grzeszną - szepnęłam. - Dziś o osiemnastej w kawiarnii. Błagam przyjdź.
- Czy ja się przesłyszałem?
- Nie chcę tak trwać. Muszę zgrzeszyć. Złamać jedno z przykazań. Takie, które nie jest wielkim grzechem, ale wystarczające bym upadła. 
- Które?
- Szóste.
Odsunęłam się i wróciłam do pokoju.
6. Nie cudzołóż...

Azazel? XD

Od Azazela Cd Darkness

- Hej – uśmiechnąłem się lekko. – Co taka spięta? 
- Nie ważne – odparła, podnosząc kawę. 
- Jak chcesz – wzniosłem oczy do nieba. – Nie uciekaj jak pójdę po herbatę okej? – Spytałem, wstając od stołu. Wróciłem, trzymając parujący kubek. Anielica siedziała na miejscu i wpatrywała się w miasto za oknem. Usiadłem bezszelestnie, zbliżając się do niej – Widzisz tam coś? – szepnąłem. Darkness podskoczyła zaskoczona. 
- Przestraszyłeś mnie – powiedziała spokojnie. 
- Nie chciałem – opadłem na swoje miejsce. – Wracając do naszej ostatniej rozmowy… - zacząłem. Dziewczyna wyprostowała się odrobinę. 
- Tak? 
- Naprawdę chcesz tak żyć? – Spytałem. – Cały czas uważać na to co robisz tylko dlatego, że komuś innemu zachciało się…
- Przestań! – Zawołała Dark. Jej policzki przybrały lekko różowego odcienia.
- Rób jak chcesz – warknąłem, wstając szybko. – Ile jest Aniołów? Dużo. Ile z nich jest czystych? Setka. Jeden mniej lub więcej nic nie zmieni – uspokoiłem się trochę, znowu siadając obok niej. 
- Może zmienić i to dużo – wyjaśniła chłodno. 
- Niebo się zawali, bo pocałowałaś się z chłopakiem – zaśmiałem się, obejmując ją ramieniem. Cała zesztywniała. – Przestań. Chyba mogę cię dotknąć? 
- Możesz – westchnęła, opierając się o mnie lekko. Siedzieliśmy tak przez kilka minut do czasu, kiedy w drzwiach kawiarni pojawił się Thomas. Spojrzał na mnie i pokazał, że mam podejść. 
- Zadzwonisz co nie? To chyba cos poważnego – ostrożnie pocałowałem ją w czubek głowy, po czym wstałem i ruszyłem truchtem do chłopaka. 


***


Późnym wieczorem zadzwonił mój telefon. Czarny owczarek zaczął głośno szczekać. 
- Cicho! – zawołałem zwierzę, które od razu wbiegło na łóżko i zakopało się w pościeli. Przewróciłem oczami, odbierając połączenie. 
- Hej. Chciałeś bym zadzwoniła.
- Tak – potwierdziłem. – Nie skończyliśmy rozmowy. Pilna sprawa – westchnąłem, drapiąc Killera za uchem. – Więc pomyślałem, że chciałabyś się spotkać. Kiedy masz czas?
- Za trzy dni? W tamtym parku? Koło siedemnastej? – Zaproponowała. 
- Jasne. Do zobaczenia – rozłączyłem się.


* * *


Kilka dni później siedziałem na jednej z ławek przy latarni w parku. Zaczynało już robić się ciemno. Koło mojej nogi siedział Killer, dysząc po długim biegu. Na kolanach trzymałem małego kotka, zwiniętego w kulkę. Po chwili zobaczyłem Darkness, idącą w moją stronę. 
- Cześć piękna – uśmiechnąłem się lekko, kiedy usiadła koło mnie. Poczułem na sobie jej chłodne spojrzenie. – Jest jedna sprawa. Mój znajomy ma kotkę. Właśnie się okociła. Rozdał już prawie wszystkie maluchy, oprócz tego – wskazałem na kuleczkę na moich kolanach. – Możesz się nią zająć? Jak nie to zrozumiem…



<Dark?>

Od Darkness Cd.Azazel

- W niebie jest już tylko stu czystych aniołów, ale tylko trzy anielice są najczystrze z tego grona. Każda jest pod nadzorem Archanioła. Daylight ma Gabriela, Rosalia ma Razjela, a ja Michaela. Jeśli zgrzesze to upadne. Nawet najmniejszy błąd może mnie sporo kosztować.
- Tak bardzo chcesz być czysta... Tak bardzo chcesz być oczkiem w głowie Niebios? 
- Nie wiem. Azazelu, nie mogę się z tobą spotykać, ale...
- Okey, rozumiem - rozłączył się.
Upuściłam telefon i padłam na łóżko.
Przytuliłam poduszkę.
- Azazel... - szepnęłam.

***

Minęły trzy dni. Zeszłam na ziemię. Miałam ochotę na kawę. Znalazłam się w tej samej kawiarni co kilka dni temu.
Popijając kawę zauważyłam jak ktoś wchodzi, znajome kroki, włosy, postura.
- Azazel - powiedziałam do siebie, ale chyba mnie usłyszał.
- Darkness? 
Skinełam na niego i usiadł obok mnie, a nie na przeciw. Poczułam się dziwnie.
- Witaj - powiedziałam. 



Az?

Od Azazela Cd Dark

- Masz słodkie uszka - zażartowałem, dotykając jednego z nich. Były przyjemne w dotyku. – Ciekawe czy Michaś przyniesie też kawę dla mnie?
- Wątpię – odparła Dark. 
- A wracając do tematu. Jeśli poczujesz się samotna bez siostry, wystarczy że zadzwonisz. Odbiorę, o ile nie będę właśnie u Lucyfera lub coś – oderwałem kawałek białej kartki od dokumentów, które miałem przy sobie, po czym zapisałem na niej swój numer i wręczyłem anielicy. 
- Ekhem... – Michael odchrząknął głośno. Spojrzałem na niego, uśmiechając się szeroko. 
- Nie przyniosłeś dla mnie? – Udałem smutek, wstając z ławki. – Szkoda. Chociaż w sumie się tego spodziewałem – odszedłem w stronę budynku. Przed drzwiami stał Ryan, jak zawsze z fajką w dłoni. 
- I jak? – spytał, gasząc papierosa.
- Nijak. Porozmawiałem z nią i tyle – przeczesałem włosy palcami. – Musze je w końcu przyciąć – westchnąłem. 
- Ma niezłe argumenty. – Mruknął chłopak, całkowicie ignorując moją ostatnią wypowiedź. - Nie możemy tego przegrać. Lucyfer znowu się wkurzy – Ryan zaczął na nowo przeglądać dokumenty. Kiedy minęła przerwa, zaproszono nas na salę. 


* * *


Przegraliśmy. Znowu. Lucyfer się zdenerwował i dołożył nam więcej pracy (jakby w jakiś magiczny sposób miało nam to pomóc). Po podzieleniu się zajęciami z Thomas’em, wyszło że zaczynam pracę koło piątej i kończę po siedemnastej. Chyba zdechnę. Po przejściu przez drzwi izolatki, dowiedziałem się, że dowieźli jeszcze jakieś nowe stworzenia. Lepiej być nie może. Przebrałem się i zabrałem do roboty. Akurat siłowałem się z piekielnym ogarem, kiedy zadzwonił mój telefon. 
- Nieznany numer! – Zawołała Malva, która akurat przyszła porozmawiać z Thomasem. 
- Podaj – wyciągnąłem rękę w jej stronę, próbując trzymać się z daleka od wielkich zębów zwierzęcia. Odebrałem. 
- Azazel? – Spytał cichy głos po drugiej stronie. 
- Przy telefonie – odparłem, przytrzymując aparat ramieniem. Wolną ręką pogładziłem rdzawoczerwoną sierść zwierzęcia. Momentalnie się uspokoiło. – Kto mówi?
- To ja. Darkness.
- Wszystko okej? Nie brzmisz najlepiej – zaniepokoiłem się, zapinając obrożę na masywnej szyi zwierzęcia. – Daj znak, a za dziesięć minut możemy się spotkać. 



<Dark?>

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Darkness Cd Azazel

- Darkness - zawołał ktoś za mną.
Michael odwrócił mnie ku sobie i przytulił.
-Nic ci nie jest? - zapytał.
- Wszystko dobrze... - odparłam melancholijnie
- Wyglądasz blado.
- Michaelu, naprawdę nic mi nie jest...
Przeniósł nas do nieba.
- Choć, zrobię ci kakao - pociągnął mnie w stronę kuchni.

***

Z żołądkiem wypełnionym kakao weszłam do swojego pokoju. Padłam na twarde łóżko [ lubię twarde]. 
Nie mogłam przestać myśleć o Azazelu. Szarpnęłam się za włosy, ale to też nie pomogło. 

~Dwa tygodnie później~

-Michael, czemu ty bierzesz udział w takich mało ważnych sprawach jak ''walka o duszę''? - zapytałam.
- Mmm... by kłócić się z Azazelem. A co? Chcesz mnie dziś zastąpić siostrzyczko?
- Nie, chce towarzyszyć.

***

Po tym jak przyłączyłam się do kłótni z mocnymi argumentami, sędzia ogłosił przerwę. Co dziwne miała ona trwać półgodziny. Chyba będzie trzeba zmienić sędzię. Podsunę tę myśl Rafałowi.
Siedząc na ławce w ogrodzie obok budynku w którym była ta ''walka'', czułam się samotna. Nie wiem czemu. Wydawało mi się, że to przez Daylight, która dostała urlop i wraz z kilkoma anielicami pojechała na wyspy tropikalne.
Poczułam dym papierosów i obecność za plecami.
- Mogę się przysiąść? - zapytał.
- Siadaj.
- Chcesz? - podsunął mi papieros pod usta.
Skrzywiłam się z wyrazem niesmaku i odwróciłam głowę odchylając się w tył.
- Coś się smuci? - zapytał.
- Czemu tak sądzisz?
- Czuję to.
- Nie będę się widziała z moją bliźniaczką przez najbliższe dni - nie wiem czemu, ale mu to powiedziałam.
Nie odpowiedział.
- Co u tego pieska...?
- Polepszyło mu się - odparł.
Kosmyk włosów opadł mi na twarz. Upadły wciągnął rękę i zagarnął go za moje ucho, dotykając przy tym mój policzek.
- Łapy precz od mojej siostry - odezwał się grobowo Michael, pojawiając się przed nami.
- Michael, nie potrzebuję cało-wiecznego nadzoru - powiedziałam.
- Póki adoratorzy się do ciebie kleją... potrzebujesz. Chyba nie chcesz być taka jak on? Nie chcesz upaść, prawda?
Spuściłam głowę.
- Nie chcę - powiedziałam cicho i zadrżałam.
Michael opatulił mnie jakąś białą bluzą i zaciągnął kaptur na oczy, po czym mnie poklepał mnie po głowie.
- No, sis. Lecę po kawę. A ty Azazel...
- Tak, tak... bla bla bla... łapy od niej precz, bo odetnę mym zajebiaszczym mieczykiem, którym szpanuję na lewo i prawo.
Sięgnęłam, by zdjęć kaptur i wyczułam, że bluza ma jakieś trójkąty na kapturze - kocie uszka. 
Spojrzałam na Az'a kiedy Mich poszedł. Nie zdjęłam jednak kaptura.

Azazel?

Od Azazela CD Darkness

- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo – wyjaśniła Dark, pijąc kawę. Wzruszyłem ramionami.
- Pójdę po to mleko – wstałem i ruszyłem do lady. Nagle do środka zaczęło wchodzić pełno ludzi. Wyjrzałem przez okno, lekko zaciekawiony. No tak… Zaczęło padać, a pomysł schowania wydawał się świetny. Z dzbaneczkiem mleka, dopchałem się do naszego stolika. 
- Nie trzeba było – mruknęła dziewczyna, jednak sięgnęła po naczynie. – Niezły tłok się zrobił.
- Mamy towarzystwo – zignorowałem anielicę, wpatrując się w trzy postacie ponad jej ramieniem. Michael i jeszcze jakaś dwójka aniołów. Rozglądali się po kawiarni, szukając nas wzrokiem. – Pochyl się – pouczyłem ją, zsuwając się na podłogę. Dark po chwili do mnie dołączyła. – Nadopiekuńczy braciszek? – Uśmiechnąłem się nonszalancko. 
- Cicho bądź – mruknęła. 
- Musimy wyjść tyłem, tak by nas nie zauważyli.
- A co? Nie chcesz z nim rozmawiać?
- Myślałem, że tobie to będzie przeszkadzać… - Zaczynałem się podnosić. Dziewczyna pociągnęła mnie w dół. Jej lodowaty wzrok bez większego problemu mógłby mnie zabić. 
- Kieruj – warknęła. Przechodząc między nogami ludzi i robiąc nie małe zamieszanie, prawie przedostaliśmy się do tylnego wyjścia. Prawie. 
- Tam są! – zawołał Michael, przepychając się przez tłum. Zerwałem się na nogi. Chwyciłem Darkness za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą na ulicę. Uciekaliśmy pustymi alejkami. Na szczęście goniący nas aniołowie kilka razy poślizgnęli się na mokrym bruku. Skręciłem za budynkiem miejscowej piekarni. 
- ChoIera… - Warknąłem na widok ślepego zaułku. 
- Co za problem? Przecież możemy przelecieć – zauważyła Dark, rozkładając skrzydła. 
- Nie mogę – pokręciłem głową, rozglądając się panicznie dookoła. 
- Jak to nie możesz? Musisz tylko – zaczęła tłumaczyć wściekła. 
- Nie mam skrzydeł! Okej?! - Warknąłem. Przez chwilę jakby ją zamurowało. Obudziły ją krzyki Michaela, za jej plecami. 
- Chodź. Spróbuję cię przenieść – mocno chwyciła mnie za ramiona. Zacisnąłem gwałtownie powieki, kiedy tylko oderwaliśmy się od ziemi. Otworzyłem oczy dopiero, kiedy moje stopy znowu dotknęły mokrej kostki brukowej. – Masz lęk wysokości?
- Zostawmy to – poprosiłem, biegnąc przed siebie. Michael na pewno zrozumiał, że przedostaliśmy się jakoś przez mur. Przestało padać i wyszło słońce. Skierowaliśmy się w stronę głównego placu, gdzie pewnie będzie dużo ludzi. Nie myliłem się. – Złap mnie za rękę – wyciągnąłem dłoń w stronę Anielicy. 
- Po co? – Spytała. Ruchem głowy wskazałem na niebezpiecznie szybko przybliżającą się postać archanioła. Odwróciła się i nic więcej nie mówiąc, złapała mnie. Wbiegłem w tłum, który zebrał się by wspólni oglądać tęczę. 
- Chyba nam się udało – zaśmiałem się, kiedy wbiegliśmy do parku. 
- Ledwo – kąciki ust Dark uniosły się odrobinę. – Fajny bieg. 
- Musisz się trochę wyluzować – pouczyłem ją, poprawiając wpadające mi na oczy, włosy. - Wtedy ludzie bardziej cię polubią. I nie możesz tak wszystkich gromić swoim spojrzeniem. O właśnie tym – uśmiechnąłem się, widząc lodowate oczy Dark, wbite we mnie. – Chodź złośnico – ruszyłem przed siebie. Nagle stanąłem. 
- Ludzie nie muszą mnie lubić. Co jest znowu? – Warknęła, jednak umilkła. – Biedne zwierzę… - Spojrzała na leżącego pod ławką małego, czarnego owczarka. Przykucnąłem przy nim, ostrożnie wyciągając dłoń w jego stronę. Trącił ją nosem. Przejechałem palcami po jego boku. 
- Sama skóra i kości – szepnąłem, czując żebra. – Chodź mały – chwyciłem go ostrożnie, wyciągając spod ławki. Ściągnąłem z siebie marynarkę i owinąłem nią zwierzę. Wziąłem trzęsącego się z zimna, przemoczonego psa na ręce. 
- Jednak masz jakieś serce – rzuciła Dark żartobliwie. 
- Nie mogę patrzeć, jak zwierzę cierpi. Nie zasługuje na to. Będę musiał się zbierać – westchnąłem. – Dziękuję za spotkanie. Powinienem się zając tym maluchem. 
- W Piekle?
- A czemu nie? – wzruszyłem ramionami. – Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – skłoniłem się przed nią i zniknąłem. 


<Dark?>

Od Darkness CD Azazel

Stałam w umówionym miejscu, czekając na upadłego. Nie wyglądałam jak jakaś anielska rewelacja, włosy miałam rozpuszczone, brak makijażu [ po co mi on - jestem aniołem], założyłam na siebie błękitną togę, która nie sięgała za kolana na jednym ramiączku od której odchodził jedyny rękaw sukni. Sandały typu czarne rzymianki.
Znudziłam się i sama już poszłam do kawiarni. 
- Coś podać? - zapytała kelnerka.
- Czekam na drugą osobę, więc na razie nie - odparłam. - Dziękuję.
Skinęła głową i odeszła.
Czekałam na Az'a, aż ten łaskawie się zjawił.
- Witaj, Azazelu - powiedziałam, kiedy stanął nade mną.
- Hej, Dark - odparł nonszalancko i podsunął mi różę pod nos.
Wzięłam czarną roślinę.
- Ośmielasz się mi dawać piekielną różę? - zapytałam cicho.
- Jestem bardzo odważny - posłał mi nonszalancki uśmiech, siadając na przeciw mnie.
Westchnęłam i nawet nie zauważyłam, kiedy postawiono przed nami kawę i ciastko.
- Mało oryginalnie... mogłeś mi dać kota - stwierdziłam.
- Kota? - zdziwił się.
- Nie dosłyszałeś?
Znów się uśmiechnął.
- Michael mnie zabije jeśli się dowie, że tu jestem - powiedziałam i napiłam się trochę kawy. - Za mało mleka jak dla mnie... - westchnęłam.
- Pod władzą braciszka?
- Jesteś pierwszym aniołem w dodatku upadłym, któremu udało się mnie zaprosić na kawę czy co innego.
- Widać jestem wyjątkowy.
-Inne anioły już teraz ci pewnie zazdroszczą, więc nie zepsuj tego.
- Dajesz mi jakieś szanse?
- Na przeżycie kolejnych dwóch godzin? Nie wiem.
- Dzięki - powiedział z nutką grozy.

Azazel?

środa, 24 czerwca 2015

Od Azazela CD Darkness

Dziewczyna uderzyła mnie w twarz włosami.
- Ble – mruknąłem, wyjmując biały włos z ust.
- Jeśli już skończyłeś flirtować z Aniołkami i narażać się bratu, to możemy iść? – Spytał Ryan zza moich pleców.
- Do Piekła też mi się nie śpieszy – westchnąłem. – Daj ogień – wyciągnąłem rękę w jego stronę.
- Trzymaj – podał mi srebrną zapalniczkę zippo. Wyciągnąłem ostatniego papierosa z paczki i zapaliłem go. Zaciągnąłem się głęboko, po czym powoli wypuściłem dym z płuc.
- Wracajmy - powiedziałem, kiedy skończyłem palić. Chłopak chwycił mnie za ramię. Zamknąłem oczy. Poczułem jak żołądek skręca mi się w supeł. Kiedy uniosłem powieki, byliśmy w piekle, a dokładniej w kościanym ogrodzie Lucyfera.
- Ty do niego idziesz – zawołał Ryan, odskakując ode mnie.
- Kuźwa…. – warknąłem, drapiąc się po karku. Po każdej rozprawie jeden z wytyczonych aniołów szedł zdać sprawozdanie Lucyferowi. Zazwyczaj nie był zbyt zadowolony. Szczególnie jeśli dusza przeszła mu koło nosa. – Wisisz mi za to paczkę fajek jasne? - Spytałem, kierując się do drzwi.
- Na ciebie nie będzie aż tak zły - zawołał chłopak za mną.
- W co ty wierzysz? On zawsze jest zły. Czasem tylko odrobinę bardziej - powiedziałem bardziej do siebie niż do niego i ruszyłem korytarzem.

***

- Jak to ci się nie udało? Tobie? - Lucyfer uśmiechnął się wrednie, popijając wino, zapewne zmieszane z odrobiną krwi. - W końcu coś, czego nie umiesz zrobić...

- Nie jestem idealny - odparłem lekko. Obok mnie rozbiło się szkło.
- Oczywiście, że nie - warknął, sięgając po drugi kieliszek. - Nawet tego nie umiesz zrobić. Jutro zostaniesz po godzinach.
- Ale.. - zacząłem, przypominając sobie o spotkaniu z Darkness.
- Tak? Coś ci nie odpowiada?
- Skąd. - mruknąłem, skłoniłem się i wyszedłem. Po jakiejś godzinie znalazłem Thomas'a. Siedział niedaleko izolatki dla dopiero co złapanych stworzeń. Obok niego leżała Malva z wiankiem jakiś kwiatów na głowie. - Weźmiesz ode mnie jutro nadgodziny? - Spytałem bruneta. We dwójkę zajmowaliśmy się wszelakimi stworzeniami, które kazał złapać Władca Piekieł
- Spoko. Odpracujesz je potem za mnie - machnął ręką i wrócił do rozmowy z Upadłą. 
- Szybko poszło - odetchnąłem, odchodząc kawałek. 
<Dark?>

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Od Darkness Cd Azazel

- Może ty mnie nie znasz, ale ja o tobie słyszałam - powiedziałam. - Upadły aniołek. Ten, który sprzeciwił się Bogu, a twoja zazdrość odebrała ci łaskę. Kolejny pracownik mego drogiego braciszka.
- Już dawno nie słyszałem, by ktoś się wypowiadał o Lucyferze ,,brat'',a co dopiero ,,braciszek''.
- Jakbym miała go inaczej nazywać? Jest moim bratem. Troszczył się o mnie i o moją bliźniaczkę...
- Jedyne bliźniaczki w niebie... słyszałem o was, ale imion się nie dowiedziałem. Różnicie się tylko charakterem, prawda?
Zmierzyłam go kolejnym chłodnym spojrzeniem.
- Moja siostra jest moim przeciwieństwem - przyznałam. - Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Chcesz iść ze mną na kawę? - zapytał ponownie.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, ktoś objął mnie ramieniem.
- Wybacz Azazelu, ona jest zajęta - powiedział Michael.
Azazel szykował się, by użyć jakiś obelg w stronę Arch'a.
- Jesteś nadopiekuńczy, bracie - westchnęłam, patrząc na niego z ukosa.
- Jesteś moją młodsza siostrzyczką, myślisz, że pozwolę ci się umawiać z potępieńcami? - zapytał.
- Nie zamierzam się z nikim umawiać - oznajmiłam. - Teoretycznie Azazel jest moim bratem.
- Nic nie powinno cię powstrzymywać - stwierdził upadły. - Nie mamy DNA, więc to będzie bez różnicy czy anioł umówi się z anielicą, którą nazywa siostrą.
Wzdrygnęłam się.
- Moja siostra nigdzie z tobą nie pójdzie, Az - powiedział Michael z grobową powagą i mordem czającym się za słowami. - Znajdź se inną, a zostaw ją.
- Coś taki spięty? - zapytał upadły.
- Nie pozwolę ci skazić mojej Niezdobytej, Czystej siostry, Azazelu.
Wzięłam głębszy oddech.
- Michaelu - powiedziałam patrząc na niego karcąco. - Idź już. Nie decyduj za mnie.
Archanioł zmierzył morderczym spojrzeniem Azazel i odszedł.
- Ale z niego...
-Wstrzymaj się od obelg.
Zerknął na mnie zdziwiony. Podniosłam pytająco brew
- O co ci chodzi? - zapytałam.
- Nic, nic... to idziesz?
- Jutro. Nie chcę słuchać, że ci nie pasuje - powiedziałam.
- Która dokładnie godzina, kotku?
- Piętnasta - odparłam i zignorowałam ,,kotku''.
Odwróciłam się do niego plecami. Wydawało mi się, że musnęłam moimi długimi włosami jego twarz.
Poszłam w swoją stronę.

Azazel?

Od Azazela Do Darkness

Szedłem korytarzem w Czyśćcu, prowadzącym do sali sądu, dopinając ostatnie guziki koszuli. Nienawidzę, kiedy Lucyfer nagle informuje mnie, że mam gdzieś lecieć, bo Anioły, które wyznaczył to cioty i sobie nie radzą. Pchnąłem drzwi, wchodząc do środka. 
- Witam. Wybaczcie moje spóźnienie - ogarnąłem wzrokiem wszystkich zebranych. Kąciki ust uniosły się w wrednym uśmiechu na widok Michaela. Jednak moją uwagę przyciągnął ktoś inny. Zamknąłem cicho drzwi i ruszyłem do swoich. 
- Kto to? - Spytałem szeptem, ruchem głowy wskazując na białowłosą dziewczyną. Ryan wzruszył ramionami. 
- Nie wiem - odszepnął, przeglądając jakieś papiery. - Ale jest niezła. - Opowiedział mi o tym, co się działo do mojego przyjścia. Z uwagą słuchałem, co mówi Michael i jakiś blond Anioł. Białowłosa tylko się przysłuchiwała. 
- Macie coś jeszcze do dodania? - Spytał sędzia, patrząc na nas. Chwyciłem odpowiednie kartki i przeskoczyłem przez niską barierkę, odgradzającą nas od duszy. 
- Z tego co powiedzieliście oraz z tego, co tu widzę facet zdecydowanie powinien pójść do Piekła. Magia, jedna sekta, druga sekta...
- Żałował przejścia do nich - wtrącił się Michael. Nie zwracając uwagi na jego słowa, kontynuowałem. 
- ... Zdradzał swoją żonę wielokrotnie. Tego żałował chyba tylko wtedy, kiedy wyrzuciła go z domu - przerzuciłem kartki. Michael zaczął znowu coś pieprzyć, wmawiając mi, że facet wszystkiego żałuje i bla, bla, bla. 
- Wysoki sądzie! - Zawołałem głośno. - Jak mam się skupić i próbować cokolwiek powiedzieć, kiedy Michael nie pozwala mi nawet dobrze dojść do słowa? 
- Michaelu. Uspokój się, albo będę musiał cię wyprosić - westchnął sędzia, wskazując na mojego brata młotkiem. 
- To jakiś absurd! - Zawołał Archanioł i wyszedł. Patrzyłem przez chwilę na zamknięte drzwi. 
- Chyba się zdenerwował - wzruszyłem ramionami. - Mam jeszcze jeden dokument - wyciągnąłem z kieszeni pożółkłą kartkę, wielokrotnie składanego papieru i podałem mężczyźnie. - Musiałem się po niego udać specjalnie na Ziemię. Jest autentyczny. - Po mnie przemawiała białowłosa. Zaciekawiło mnie to, co mówiła. Zacząłem odpowiadać na jej argumenty. Nawet nie wiem kiedy, ale zacząłem się starać. Zazwyczaj jak przychodziłem na Sąd, nie miałem większego problemu z wygraniem sprawy. Teraz tak nie było. Mała sala stała się naszym swoistym polem walki. 
- Zarządzam przerwę - sędzia pocierał skronie. - Piętnaście minut. - Wyszliśmy wszyscy na zewnątrz. 
- Az! Masz ogień? - Spytał Ryan, trzymając wargami papierosa 
- Trzymaj. Tylko oddaj - podałem mu zapalniczkę i ruszyłem w stronę białowłosej, stojącej samotnie pod ścianą. - Hej. 
- Hej? - Uniosła pytająco jedną brew. 
- Jak masz na imię Aniele? 
- A co cię to obchodzi? - Odparła, wpatrując się w punkt przed sobą. 
- Ranisz - chwyciłem się za pierś, z wyrazem bólu na twarzy. Po chwili uśmiechnąłem się jednak. - Może źle zacząłem. Jestem Azazel. 
- Darkness - odparła, ściskając moją wyciągniętą dłoń. 
- Czemu aż tak ci zależy na tej duszy? - Spytałem z lekkim znudzeniem i oparłem się o ścianę koło niej. 
- W sumie, to mogłabym zapytać się ciebie o to samo - spojrzała na mnie chłodno. 
- Płacą mi za to - wzruszyłem ramionami. 
- Tylko dlatego? - Uniosła brwi oburzona. 
- I by patrzeć jak Michałek się wścieka. Robi się wtedy taki czerwony i pulsuje mu żyłka na szyi - zaśmiałem się. Kąciki ust Dark uniosły się nieznacznie.
- Mimo wszystko nie licz, że dam ci wygrać ten proces - dźgnęła mnie palcem w pierś. 
- Ależ skąd. Przyjemnie się z tobą dyskutuje. Do zobaczenia na sali - puściłem jej oczko i ruszyłem do Ryan'a, gaszącego właśnie fajkę. Chwilę później weszliśmy z powrotem do pokoju. 
*** 
- Gratuluję - podszedłem do Darkness, kiedy było już po wszystkim. Michael przypatrywał nam się z odpowiedniej odległości. 
- Dzięki - odpowiedziała. 
- Nigdy wcześniej cię nie widziałem na Sądzie. Tak samo nie słyszałem wcześniej twojego imienia. Jesteś nowa?
- Co? Nie - zmarszczyła brwi. - Nigdy nie wysyłano mnie do takich spraw. Zwykle zajmuję się ważniejszymi rzeczami. 
- To pewnie dlatego - pokiwałem głową. - Może dasz się zaprosić na kawę? Znam bardzo fajne miejsce na Ziemi. Chyba, że jesteś zajęta...
<Dark?>