Położyłem Viveren na łóżku, wciąż całując. Przejechałem jej po włosach, a później po ramieniu. Odsunąłem się i podniosłem ją, ciągnąc ją delikatnie za dłoń. Walnąłem się koło niej i powiedziałem:
- Całe szczęście Joe wyjechał, a reszta jest zajęta i raczej nikt nie przyjdzie. - Podniosłem ręce w geście zwycięstwa, zupełnie jak w filmie "Rocki" po wygranej walce. Podniosłem się, opierając na łokciu, spojrzałem na Viv, a później na okno, pytając:
- Może pójdziemy gdzieś? Nie świeci dziś aż tak mocno Słońce, bo są chmury...
< Viveren? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz